Dwa miesiące poszukiwań zakończyły się scenariuszem, na który czekali krakowscy ułani. Zaginiony 6 czerwca Amaretto został odnaleziony rankiem 6 sierpnia. Przełom nastąpił dzięki świeżym śladom, sianu i marchwi pozostawionym w terenie oraz fotopułapce, która tuż przed godz. 4 zarejestrowała konia. Wciąż miał na sobie siodło, ale nie miał ogłowia.
Świeże ślady dały nadzieję. Konia jednak nie było
Kluczowe wydarzenia rozpoczęły się dzień wcześniej. Rankiem 5 sierpnia Anika ze Stanicy Hucuł w Sułkowicach otrzymała od Mateusza Golenia informację o świeżych końskich odchodach w rejonie, w którym Amaretto był ostatnio widziany. Natychmiast rozpoczęto sprawdzanie terenu. Śladów było dużo, a zdecydowana większość wyglądała na bardzo świeże – pochodzące z tego samego lub poprzedniego dnia. Mimo to podczas pierwszego przeszukania samego Amaretta nie znaleziono.
Mateusz Goleń zdecydował więc o zamontowaniu fotopułapki w miejscu, gdzie śladów było najwięcej. Na ziemi pozostawiono również siano i marchew, licząc, że głodny koń pojawi się właśnie tam.
Przed godz. 4 fotopułapka złapała Amaretta
Plan zadziałał. 6 sierpnia przed godz. 4 urządzenie po raz pierwszy zarejestrowało poszukiwanego konia. Nagranie przyniosło jeszcze jedną ważną informację – Amaretto nadal miał założone siodło, z którym zniknął dwa miesiące wcześniej, ale nie miał już ogłowia.
Po godz. 5 w rejon ruszyła grupa ułanów. Tym razem wiedzieli już, że koń rzeczywiście przebywa w pobliżu. Po kilkudziesięciu minutach poszukiwań odnaleźli wierzchowca. Zwierzę zostało następnie przetransportowane koniowozem do swojej stajni.
Mocno schudł, ale nie miał ran
Po powrocie zdjęto z Amaretta mocno zabrudzone i uszkodzone siodło. Ułani informują, że mimo znaczącego wychudzenia koń nie miał ran ani obrażeń skóry, nie wykazywał bólu, zaparzenia ani objawów zapoprężenia. Jego zachowanie również nie wzbudzało niepokoju.
Amaretto ochoczo wszedł do koniowozu, a po powrocie do stajni zachowywał się normalnie. Teraz czeka go dłuższy odpoczynek oraz odbudowanie sił po dwóch miesiącach spędzonych poza domem.
Zniknął podczas treningu za Mogiłą
Amaretto to 12-letni koń maści skarogniadej należący do Krakowskiego Szwadronu Ułanów im. Józefa Piłsudskiego. 6 czerwca brał udział w treningu terenowym w rejonie Nowej Huty, na pograniczu Chałupek, Branic, Kujaw i Pleszowa. Według relacji właściciela Henryka Bugajskiego około godz. 13 koń potknął się, jeździec zsunął się z siodła, a Amaretto pobiegł dalej.
Przez następne tygodnie teren przeczesywano pieszo, konno, samochodami i rowerami. Wykorzystywano również drona z termowizją, rozwieszano plakaty i przekazywano informacje służbom. Gdy kolejne działania nie dawały rezultatu, ułani brali pod uwagę również możliwość kradzieży konia. Ostatecznie przełom przyniosły dopiero ślady zauważone na początku sierpnia.
Szwadron szczególnie podziękował Mateuszowi Goleniowi i Anice ze Stanicy Hucuł w Sułkowicach. W podziękowaniach wymieniono również Jurka Głębia, który uczestniczył w poszukiwaniach, Damiana Lipkę prowadzącego działania z użyciem drona, dziennikarzy RMF FM, ekipę TVP Reporterzy oraz wszystkich mieszkańców i internautów zaangażowanych w nagłaśnianie sprawy i przeszukiwanie terenu.
Dziękujemy, że przeczytałeś nasz artykuł do końca. W Kurierze Krakowskim każdego dnia piszemy o najważniejszych wydarzeniach z Krakowa i Małopolski.
Bądź na bieżąco! Obserwuj, komentuj i udostępniaj. Odwiedź nas także na Facebooku i YouTubie.
Masz temat? Napisz do nas: kontakt@kk24.info


