Na ten wieczór przy Kałuży czekano bardzo długo. Cracovia pokonała Raków Częstochowa 2:1, zdobyła pierwsze bramki w tym sezonie i dała Bartoszowi Grzelakowi pierwsze zwycięstwo od chwili przejęcia zespołu. Pasy musiały przy tym odrabiać straty, ale po przerwie pokazały zupełnie inną twarz. Szkoleniowiec nie ukrywał później dumy z drużyny, choć zaznaczał, że jeszcze bardziej niż z własnego przełamania cieszy się ze względu na ludzi, którzy na zwycięstwo Cracovii czekali od miesięcy.
Na tablicy wreszcie pojawiło się to, co najważniejsze
Cracovia przystępowała do spotkania z Rakowem bez ligowego zwycięstwa i bez zdobytej bramki w obecnym sezonie. Po niedzielnym meczu oba problemy przestały istnieć. Grzelak przyznał po spotkaniu, że drużyna od początku chciała narzucić rywalowi intensywność i przez pierwsze około 30 minut skutecznie naciskała Raków wysokim pressingiem. Pasy miały swoje sytuacje, ale po przerwie na nawodnienie częstochowianie zmienili sposób rozegrania i zaczęli częściej wykorzystywać środkową strefę. To właśnie wtedy gospodarze zaczęli mieć większe problemy, a Raków objął prowadzenie.
Przegrywanie po niezłym początku mogło podciąć gospodarzom skrzydła, ale tym razem stało się odwrotnie. W szatni sztab dokonał korekt i przede wszystkim próbował odbudować nastawienie zespołu. Grzelak mówił zawodnikom, że mecz nadal jest do odwrócenia i trzeba zagrać po przerwie bez kalkulacji. W jego ocenie największą różnicę zrobiła właśnie mentalna reakcja drużyny.
Najpierw karny, potem jeszcze większy głód
Momentem przełomowym była akcja rozpoczęta przez Perkovicia. Po jego rajdzie Cracovia wywalczyła rzut wolny, a kolejne rozegranie zakończyło się zagraniem piłki ręką w polu karnym. Hasić nie wykorzystał bezpośrednio jedenastki, ale skutecznie dobił piłkę i Pasy wreszcie zdobyły pierwszego gola w sezonie. Co istotne, po wyrównaniu gospodarze nie próbowali jedynie zabezpieczyć remisu. Grzelak podkreślał, że zespół od razu ustawił się z myślą o zdobyciu drugiej bramki i uwierzył, że może wygrać całe spotkanie.
Ta wiara została nagrodzona. Cracovia doprowadziła do wyniku 2:1 i po końcowym gwizdku mogła świętować zwycięstwo. Grzelak zwracał również uwagę na zawodników wprowadzanych z ławki, którzy jego zdaniem dołożyli potrzebną w końcówce energię. Sam trener długo nie decydował się na pierwszą zmianę, ponieważ uważał, że podstawowy skład dobrze realizuje przygotowany plan. Dopiero później sztab uznał, że drużyna potrzebuje dodatkowego impulsu.
Grzelak czekał od kwietnia. Cracovia jeszcze dłużej
Dla szkoleniowca był to szczególny moment. Grzelak przypomniał, że przejął Cracovię pod koniec kwietnia, podczas gdy drużyna ostatni raz wygrała jeszcze w marcu. Dlatego po końcowym gwizdku nie skupiał się wyłącznie na własnym pierwszym triumfie. Podkreślał, że najbardziej cieszy się ze względu na zawodników, sztab, pracowników klubu i kibiców, którzy przeżywali całą serię bez zwycięstwa.
Było to również przełamanie innego rodzaju. Według informacji przekazanej trenerowi po spotkaniu Cracovia po raz pierwszy od około 12 miesięcy odwróciła mecz, w którym wcześniej przegrywała. Grzelak przyznał, że właśnie dlatego szczególnie cieszy go reakcja trybun i możliwość dania kibicom pozytywnych emocji po długim oczekiwaniu.
Statystyki wreszcie zamieniły się w gole
Przed meczem jednym z najczęściej powtarzanych tematów wokół Cracovii była fatalna finalizacja. Sytuacje powstawały, ale brakowało najważniejszego – bramek. Sztab przeanalizował problem i doszedł do wniosku, że Pasy zbyt często oddają strzały z pozycji o niskiej wartości xG. Plan zakładał więc częstsze wejścia w okolice sześciu metrów od bramki i dostarczanie tam piłki. W meczu z Rakowem wskaźnik oczekiwanych goli Cracovii wzrósł do około 2,7 xG. Grzelak liczy, że po zdobyciu pierwszych bramek z zawodników zejdzie mentalny ciężar, który ciążył na nich w poprzednich kolejkach.
Szkoleniowiec bronił również Zahiroleslama. Przyznał, że podstawowym obowiązkiem zawodnika numer dziewięć pozostaje strzelanie goli, ale wskazywał na ogromną pracę wykonywaną przez niego bez piłki. Napastnik ma pokonywać wiele metrów z dużą prędkością w pressingu, a przy tym zachowywać energię do kontrataków. Grzelak przypomniał także sytuację, gdy zawodnik po stracie ruszył w kilkudziesięciometrowy sprint powrotny. Według trenera nawet jeśli nie wszystko wychodzi mu pod bramką, jego wkład w funkcjonowanie drużyny pozostaje bardzo duży.
Pięć punktów po czterech trudnych meczach
Grzelak nie traktuje zwycięstwa nad Rakowem jako dowodu na to, że miał rację w sporze z krytykami. Podkreślał, że od początku wierzył, iż przy regularnym tworzeniu sytuacji liczby w końcu zaczną się wyrównywać. Zwrócił też uwagę na skalę trudności pierwszych spotkań: Cracovia mierzyła się z Lechem Poznań na wyjeździe, Pogonią Szczecin u siebie, Śląskiem Wrocław na wyjeździe oraz Rakowem Częstochowa. Po tych czterech meczach Pasy mają pięć punktów.
Po konferencji Grzelak sprowadził jednak wszystkie analizy do jednego, najprostszego podsumowania. Dla niego najważniejsze było to, co po ostatnim gwizdku pokazywał stadionowy ekran: Cracovia 2, Raków 1.
Teraz Pasy nie mają wiele czasu na świętowanie. Kolejne spotkanie rozegrają już w piątek, kiedy zmierzą się z Wieczystą Kraków.
Dziękujemy, że przeczytałeś nasz artykuł do końca. W Kurierze Krakowskim każdego dnia piszemy o najważniejszych wydarzeniach z Krakowa i Małopolski.
Bądź na bieżąco! Obserwuj, komentuj i udostępniaj. Odwiedź nas także na Facebooku i YouTubie.
Masz temat? Napisz do nas: kontakt@kk24.info


