Sobotnie starcie Cracovii z Pogonią Szczecin w ramach 30. kolejki ekstraklasy dostarczyło kibicom ogromnych emocji, choć na rozstrzygnięcie trzeba było czekać do ostatniego gwizdka. Mecz był debiutem Bartosza Grzelaka na ławce trenerskiej „Pasów”. Nowy szkoleniowiec, który zastąpił Lukę Elsnera, odważnie zamieszał w składzie, dokonując aż pięciu zmian w wyjściowej jedenastce. Choć krakowianie walczyli o pełną pulę, ostatecznie zremisowali z „Portowcami” 1:1, co pozwala im utrzymać skromny dystans nad strefą spadkową.
Błąd w bramce i nieskuteczność „Pasów”
Spotkanie zaczęło się od odważnych ataków z obu stron, jednak to goście ze Szczecina jako pierwsi zadali cios. W 18. minucie Kellyn Acosta zdecydował się na strzał z dystansu po zamieszaniu wywołanym rzutem z autu. Sebastian Madejski, który chwilę wcześniej popisał się świetną interwencją, tym razem popełnił błąd i dał się zaskoczyć uderzeniu Amerykanina. Cracovia próbowała natychmiast odpowiedzieć – blisko wyrównania był Karol Knap, ale jego precyzyjny strzał pod poprzeczkę z trudem wybił bramkarz Pogoni.
Mimo ambitnych prób Martina Minchewa i Ajdina Hasicia, piłka uporczywie mijała bramkę szczecinian. Przerwa w meczu stała się momentem wyjątkowym ze względów pozasportowych – murawę zasypały tysiące pluszowych misiów w ramach akcji charytatywnej #MiSięToPodoba. Choć tradycja nakazuje rzucać maskotki po golu dla gospodarzy, brak bramek w pierwszej połowie zmusił kibiców do przeprowadzenia akcji w przerwie spotkania.
Mateusz Klich odmienia losy meczu
Druga połowa długo nie przynosiła zmiany rezultatu, a gra stawała się coraz bardziej szarpana. Pogoń miała szansę na „zamknięcie” meczu w 84. minucie, ale Paul Mukairu w doskonałej sytuacji trafił jedynie w słupek. W końcówce spotkania emocje sięgnęły zenitu – Jan Biegański z Pogoni otrzymał czerwoną kartkę po drugiej żółtej, a goście, nie mając już zmian, musieli radzić sobie w dziesiątkę.
Gdy wydawało się, że debiut trenera Grzelaka zakończy się porażką, w piątej minucie doliczonego czasu gry do rzutu wolnego podszedł wprowadzony z ławki Mateusz Klich. Reprezentant Polski posłał idealną piłkę w pole karne, gdzie najwyżej wyskoczył Kahveh Zahiroleslam. Amerykański napastnik strzałem głową doprowadził do wyrównania, ratując Cracovii niezwykle cenny punkt w walce o ligowy byt. Przed „Pasami” jeszcze pięć finałów, które zadecydują o ich pozostaniu w najwyższej klasie rozgrywkowej.
fot. Cracovia


