Radni Łukasza Gibały z Krakowa dla Mieszkańców właśnie zrobili coś, co może przejść do historii polskiego samorządu, zakiwali się we własnej politycznej grze. Miesiąc temu mieszkańcy naszego miasta odwołali ze stanowiska Aleksandra Miszalskiego, a wczoraj, Rada Miasta Krakowa odmówiła udzielenia Prezydentowi Krakowa wotum zaufania. Na pierwszy rzut oka wygląda to, jak kolejny polityczny triumf opozycji. Radości nie kryli radni PiS-u, radni politycznego stowarzyszenia Łukasza Gibały Krakowa dla Mieszkańców oraz radne Partii Razem. W rzeczywistości ta decyzja okazała się dla nich fatalnym błędem, oddaniem kart do politycznej gry o przyszłość Krakowa w ręce Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy.
Nie chodzi o to, kto w tej debacie kogo zaatakował i kto komu wypomniał transport publiczny, miejskie szpitale czy stan krakowskiej kasy. Podczas burzliwej dyskusji zarzuty padały także pod adresem komisarza Krakowa Stanisława Kracika, choć to nie on był prezydentem przez cały 2025 rok. Radni próbowali więc jednocześnie rozliczać odwołanego prezydenta, obecnego komisarza i cały model zarządzania miastem. Tyle że w samorządzie emocje emocjami, a procedury procedurami. I właśnie w procedurach kryje się polityczna mina, na którą radni Łukasza Gibały weszli z uśmiechem na twarzy.
Wotum dotyczy organu, a nie osoby fizycznej
W debacie publicznej bardzo łatwo powiedzieć: „to było wotum dla Miszalskiego”. Politycznie – być może tak było, ale ustrojowo sprawa jest znacznie poważniejsza, bo wotum zaufania udziela się organowi wykonawczemu gminy, czyli Prezydentowi Krakowa. Nie osobie fizycznej, nie kandydatowi, nie nazwisku z plakatu wyborczego, lecz organowi administracji publicznej.
Rada ocenia raport o stanie gminy, działalność organu w roku poprzednim, realizację polityk, programów, strategii, uchwał i budżetu obywatelskiego. Niepodjęcie uchwały o udzieleniu wotum zaufania jest równoznaczne z jego nieudzieleniem. To nie jest komentarz z Facebooka, który jutro zniknie w odmętach Internetu. To jest formalna decyzja wywołująca określone skutki prawne dla przyszłego prezydenta Krakowa.
Przyszły włodarz naszego miasta, wejdzie po wygranych wyborach do swojego gabinetu z prawnym ciężarem nieudzielonego wotum zaufania. Jeśli za rok sytuacja się powtórzy, Rada Miasta Krakowa będzie mogła zadecydować o przeprowadzeniu wobec niego referendum odwoławczego.
Nie będą potrzebne niebieskie kamizelki, namioty, stoliki, happeningi, zbiórka podpisów na ulicach, nawet nie będą potrzebne miliony złotych na kampanię referendalną zohydzającą mieszkańcom nowego prezydenta. Wystarczy odpowiednia większość w radzie i drugie z rzędu nieudzielone wotum zaufania.
Paradoks Gibały
To jest paradoks, którego polityczne zaplecze Łukasza Gibały nie przewidziało i dało się niczym dzieci w piaskownicy ograć radnym Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy. Radni Krakowa dla Mieszkańców, głosując przeciwko wotum zaufania, chcieli uderzyć w Aleksandra Miszalskiego i obóz, który poniósł polityczną porażkę. Chcieli przygotować grunt pod start wciąż oficjalnie wahającego się Łukasza Gibały. Chcieli pokazać siłę, a podłożyli ładunek wybuchowy pod własnego lidera.
Wotum zaufania wymaga bezwzględnej większości głosów ustawowego składu rady, w Krakowie oznacza to większość 22 głosów. Koalicja Obywatelska i Nowa Lewica mają łącznie 23 radnych, a więc w przyszłym roku to właśnie oni zadecydują, czy nowy prezydent dostanie wotum zaufania, czy też będzie musiał zmierzyć się z politycznym skutkiem dwóch kolejnych jego odmów, czyli wnioskiem referendalnym. Co istotne o losie wniosku referendalnego, przesądzi ta sama większość, która będzie decydować o wyrażeniu wotum zaufania. Finalnie Prezydent Krakowa skonfliktowany z większością rady będzie musiał zmierzyć się z referendum odwoławczym w swojej sprawie.
Wystarczy, że wybory odbędą się we wrześniu, a druga tura przypadnie najpóźniej na 27 września. Wtedy przyszłoroczna debata nad raportem o stanie miasta i głosowanie nad wotum zaufania będą rozgrywać się już poza 9-miesięcznym okresem ochronnym przewidzianym w Ustawie o samorządzie gminnym dla nowego prezydenta. Głosowanie wniosku referendalnego przypadnie na początek lipca.
Pole position w nowym wyścigu wyborczym
Wczorajsze głosowanie nad wotum zaufania nie było zatem rozliczeniem odwołanego już prezydenta Krakowa, było swoistym wyścigiem o pole position w kolejnym sezonie politycznym, który wystartuje w Krakowie wraz z nowymi wyborami prezydenckimi. Wyścig ten wygrali radni Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy, przegrała cała opozycja, ale największym jego przegranym jest Łukasz Gibała i jego zaplecze polityczne, które nie potrafiło wyciągnąć z podejmowanych decyzji wniosków na przyszłość. Tak, radni Krakowa dla Mieszkańców po prostu się zakiwali.
dr Dominik Jaśkowiec
poseł Koalicji Obywatelskiej z Krakowa



