Nie ma równych szans tam, gdzie dziecko mające talent, ambicję, chęć do nauki i pasję nie może dojechać do szkoły. Nie ma sprawnego państwa tam, gdzie senior musi prosić sąsiada o podwózkę do przychodni, bo transport publiczny istnieje tylko na papierze. Nie ma aktywnych obywateli w kraju ludzi odciętych od nauki, pracy, urzędu i normalnego życia.
Przez lata o wykluczeniu transportowym mówiło się dużo, ale zbyt często kończyło się tylko na narzekaniu. Dzisiaj jesteśmy o krok od realnej zmiany. W Sejmie pojawił się rządowy projekt ustawy, która ma stworzyć fundament pod prawdziwą reformę publicznego transportu zbiorowego. To dla mnie zaszczyt i zarazem spore wyzwanie, że w imieniu Klubu Parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej wspólnie z posłem Krzysztofem Truskolaskim będę prowadził prace parlamentarne nad tą ustawą.
To nie jest techniczna poprawka dla urzędników. To ustawa zmieniająca codzienne życie milionów ludzi. Jej cel jest prosty: skończyć z sytuacją, w której miejsce zamieszkania decyduje o tym, czy ktoś ma dostęp do podstawowych usług publicznych. Publiczny transport zbiorowy nie może być luksusem. Nie może być tak, że człowiek mieszkający poza centrum powiatu czy regionu skazany jest wyłącznie na własny samochód, rodzinę albo przypadek.
Po raz pierwszy w historii Polski chcemy wprowadzić ogólnopolski standard dostępności transportu publicznego. Oznacza to wprowadzenie minimalnej częstotliwości połączeń: co najmniej cztery połączenia w dni robocze oraz dwa połączenia w dni wolne pomiędzy stolicą województwa a siedzibami powiatów, a także pomiędzy siedzibami powiatów i gmin. W praktyce przełoży się to na realną możliwość dojazdu do szkół, urzędów, placówek zdrowia, instytucji kultury i innych miejsc świadczenia podstawowych usług publicznych.
To jest zmiana cywilizacyjna, szczególnie istotna dla mniejszych miejscowości. Nowe przepisy jasno wskazują też na odpowiedzialność. Marszałkowie województw mają integrować przewozy na poziomie regionalnym. Koniec z chaosem, w którym autobus, kolej i lokalne połączenia funkcjonują obok siebie, a nie razem. System ma być planowany tak, aby odpowiadał na potrzeby mieszkańców, a nie tylko na tabelki w dokumentach.
Potrzebujemy transportu zintegrowanego: autobusowego, kolejowego, tam, gdzie wystąpi taka potrzeba powiązanego także z innymi środkami podróżowania. Potrzebujemy rozkładów dostępnych cyfrowo, bo w XXI wieku pasażer powinien móc zaplanować podróż w telefonie, a nie szukać kartki przybitej na przystanku, której nikt nie aktualizował od wielu miesięcy. Potrzebujemy jasnych standardów, określonego wieku pojazdów i odpowiedzialności za to, czy i jak działa cały system.
Ważnym rozwiązaniem ujętym w ustawie będą także przejazdy na żądanie. To szczególnie istotne tam, gdzie zabudowa jest rozproszona, a liczba pasażerów nie pozwala na klasycznie kursującą komunikację. Państwo i samorząd muszą być elastyczne. Nie wszędzie potrzebny jest wielki autobus. Czasem wystarczy dobrze zorganizowany, dostępny i przewidywalny transport, który dowiezie mieszkańca wtedy, gdy naprawdę wystąpi taka potrzeba.
Z perspektywy Małopolski doskonale widać, jak ważny jest ten temat. Kraków jest silnym centrum regionu, ale codzienne życie nie kończy się na jego granicach. Tysiące ludzi dojeżdżają do pracy, szkół, uczelni, lekarzy i urzędów z gmin i powiatów wokół Krakowa. Również skomunikowanie przedmieść miasta, osiedli peryferyjnych z jego centrum pozostawia wiele do życzenia. Jeżeli chcemy mniejszej liczby korków, czystego powietrza i bardziej dostępnych usług publicznych, musimy zbudować transport publiczny, który będzie realną alternatywą dla samochodu, a często po prostu jedynym możliwym narzędziem podróżowania.
Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy w czerwcu tego roku. Teraz przed nami dalsza praca w Sejmie, w tym szczegółowa analiza projektu podczas lipcowych posiedzeń Komisji Infrastruktury. To będzie moment, w którym trzeba pilnować, aby reforma była ambitna, konkretna i odporna na rozmywanie. Bo od jakości prawa zależy to, czy za kilka lat mieszkańcy naprawdę zobaczą różnicę na przystankach, w rozkładach jazdy i w swoim codziennym życiu.
Transport publiczny to nie jest sprawa drugorzędna. To kręgosłup nowoczesnego państwa. To dostęp do edukacji, pracy, zdrowia, kultury i administracji. To szansa dla młodych, bezpieczeństwo dla seniorów, oddech dla zakorkowanych miast i impuls rozwojowy dla mniejszych miejscowości.
Dlatego mówię jasno: czas skończyć z Polską odciętą od autobusu. Czas skończyć z państwem, które każe ludziom radzić sobie samym. Publiczny transport musi wrócić tam, gdzie został zlikwidowany, zaniedbany albo pozostawiony przypadkowi. To nie jest obietnica wygodnego świata dla wybranych. To jest obowiązek państwa wobec jego obywateli.
dr Dominik Jaśkowiec
Poseł na Sejm RP



