O relacjach Polski z Ukrainą, ekshumacjach ofiar zbrodni wołyńskiej, prezydenckim wecie wobec ustawy o statusie osoby najbliższej, milionowych zarobkach lekarzy oraz przyszłości transportu w Małopolsce rozmawiamy z Dominikiem Jaśkowcem, posłem Ziemi Krakowskiej z Koalicji Obywatelskiej.
Ukraina, Wołyń i pierwsze deklaracje władz Ukrainy
Panie Pośle, zacznijmy od Ukrainy. Po ostatnich napięciach pojawiły się zapowiedzi udostępnienia archiwów, szerszych poszukiwań oraz ekshumacji ofiar zbrodni wołyńskiej. To rzeczywisty przełom czy kolejny etap dyplomatycznej gry?
Wydaje się, że władze Ukrainy dostrzegły w końcu konieczność otwarcia się na prawdę historyczną i prawdziwe pojednanie, wspólne poznanie i zrozumienie naszej trudnej historii. To próba normalizacji stosunków, ale oczywiście czekamy na konkrety. Najważniejsze jest rozpoczęcie kolejnych ekshumacji. Polacy mają pełne prawo domagać się odnalezienia, godnego pochówku i upamiętnienia pomordowanych obywateli przedwojennej Polski nie tylko narodowości polskiej, ale również żydowskiej i ukraińskiej.
Myślę, że pomogła zdecydowana rezolucja Parlamentu Europejskiego i umiędzynarodowienie tego problemu. Jeżeli Ukraina chce należeć do europejskiej wspólnoty i w przyszłości wejść do Unii Europejskiej, musi podjąć uczciwy dialog oraz rozliczyć się z własną przeszłością, tak jak to zrobiła, chociażby Chorwacja.
A presja ze strony Donalda Trumpa? Prezydent Stanów Zjednoczonych publicznie ostrzegł władze Ukrainy, aby nie lekceważyły Polski. To nie miało większego znaczenia niż stanowisko Parlamentu Europejskiego?
Nie przeceniałbym roli prezydenta Trumpa w tym zakresie. Najważniejsze było stanowisko europejskich instytucji, europejskich w tym polskich polityków. To państwa Unii Europejskiej oraz Wielka Brytania i Norwegia przejęły po Stanach Zjednoczonych ciężar wspierania walczącej Ukrainy. Ukraińskie władze prawdopodobnie nie spodziewały się, że ludobójstwo UPA zostanie tak mocno umiędzynarodowione. Stało się to również dzięki działaniom polskiego rządu i polskiej dyplomacji. Teraz należy wyciszyć emocje, nie podsycać antyukraińskich nastrojów, bo to służy wyłącznie Putinowi i Rosji, ale jednocześnie powiedzieć Ukrainie: sprawdzamy. Trzeba pilnować, aby deklaracje, jakie złożył ukraiński Prezydent, zostały przełożone na konkretne działania.
Nie obawia się pan jednak scenariusza, w którym Ukraina wyda Polsce ogromną liczbę zgód, doskonale wiedząc, że nasze instytucje nie będą w stanie prowadzić prac jednocześnie w tylu miejscach? Po kilku miesiącach Kijów mógłby powiedzieć: otworzyliśmy wszystko, ale Polska nie skorzystała.
Jeżeli otrzymamy dużą liczbę zgód, obowiązkiem państwa polskiego będzie przeprowadzenie tych ekshumacji. Im będzie ich więcej, tym lepiej, bo to daje większą szansę na poznanie prawdy, pochowanie ofiar, oddanie hołdu bestialsko pomordowanym podczas ludobójstwa, jakim była rzeź wołyńska.
Państwa zachodnie są bardzo wrażliwe na kwestię pamięci historycznej. Chorwacja musiała jednoznacznie odciąć się od swojej nazistowskiej przeszłości związanej z II wojną światową. Macedonia zmieniła nazwę państwa, aby zakończyć konflikt z Grecją. Część ukraińskich polityków być może nie wierzyła, że Zachód równie stanowczo potraktuje sprawę ludobójstwa na Wołyniu. Teraz ten sygnał został przez ukraińskie elity dostrzeżony i zrozumiany. Spodziewam się realnego przełomu, a nie pozorowanych działań.
Pomoc dla Ukrainy i korzyści Polski z Unii Europejskiej
Polska przez 22 lata członkostwa w Unii Europejskiej otrzymała netto 175,1 mld euro. Według przywoływanych danych Ukraina w ciągu czterech lat dostała 233,4 mld euro, choć nie jest członkiem Unii. Czy takie proporcje są sprawiedliwe?
Tych liczb nie można w żaden sposób ze sobą zestawiać. Pomoc dla Ukrainy nie pochodziła wyłącznie z instytucji unijnych. Była udzielana państwu, którego dalsze istnienie zostało zagrożone. W tej kwocie znajdują się czołgi, helikoptery, samoloty, rakiety i wszelka inna broń, szkolenie ukraińskich żołnierzy, pomoc humanitarna czy koszty związane z przyjmowaniem uchodźców. To często były działania oddolne, społeczne i spontaniczne tak jak, chociażby zbiórki na zakup sprzętu wojskowego np. dronów Bayraktar.
Porównywanie całego wsparcia udzielonego walczącej Ukrainie z funduszami rozwojowymi otrzymanymi przez Polskę jest nieporozumieniem i prowadzi do budowania niepotrzebnego antagonizmu. Gdyby zagrożona była niepodległość Polski bądź nasza integralność terytorialna, otrzymalibyśmy znacznie większą pomoc, celem naszej polityki jest jednak to aby nigdy do tego zagrożenia nie doszło, dlatego trzeba wspierać Ukrainę, dopóki walczy z Rosją.
Nie widzę ponadto szczególnych problemów polskiej gospodarki wynikających z członkostwa w Unii Europejskiej. Od 2004 roku nastąpił ogromny rozwój gospodarczy Naszej Ojczyzny, w tym olbrzymi spadek bezrobocia. Polska z 2004 i Polska z 2026 roku to dwa zupełnie inne kraje. Widać to również w portfelach Polaków. Kiedyś zarabialiśmy po 200 czy 300 euro miesięcznie i musieliśmy za to przeżyć, pamiętam czas, kiedy stawka godzinowa za pracę wynosiła w Polsce niewiele więcej niż 1 euro.
Pewne gałęzie polskiej gospodarki musiały zostać zmodernizowane, dostosowane do nowych realiów i wymagań gospodarki światowej. Przy czym większość z tych procesów nastąpiłaby również, gdybyśmy byli poza Unią, ale wtedy nie otrzymalibyśmy gigantycznego wsparcia finansowego na ten cel. Będąc dalej biedakami, musielibyśmy modernizować gospodarkę tylko za swoje pieniądze.
Ukraina chciałaby jednak szerokiego dostępu do europejskiego rynku bez przyjmowania wszystkich obciążeń, regulacji i kosztów ponoszonych przez państwa członkowskie.
Polski rząd i rządy pozostałych krajów członkowskich Unii nigdy się na to nie zgodzą, jednostronne otwarcie rynku dla Ukrainy bez spełnienia przez Ukrainę tych samych standardów, które muszą spełniać europejscy, w tym polscy przedsiębiorcy jest niemożliwe. Takie rozwiązanie zastosował w 2022 roku PiS wobec rynku zbożowego i to rząd Premiera Donalda Tuska doprowadził do ponownego zamknięcia rynku na ukraińskie zboże, naprawdę do tej wody nikt drugi raz już nie wejdzie.
Trzeba ponadto pamiętać, że nasze saldo handlowe z Ukrainą jest dodatnie. Polska sprzedaje na Ukrainę więcej, niż z niej sprowadza. Nasi przedsiębiorcy, pracownicy i cały rynek pracy szeroko korzystają na tej wymianie, to szansa na ekspansję dla naszej gospodarki. Nie możemy budować relacji polsko-ukraińskich wyłącznie na emocjach i fobiach podsycanych przez rosyjską propagandę. Zresztą zasada UE jest prosta: chcesz należeć do Europy i europejskiej wspólnoty cywilizacyjnej, musisz przestrzegać tych samych reguł co wszyscy. Inaczej nie będziesz jej częścią.
Weto Karola Nawrockiego i ustawa o statusie osoby najbliższej
Przejdźmy do spraw krajowych. Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o statusie osoby najbliższej. Naprawdę wierzyliście, że ją podpisze? Lewica uznawała ją za zbyt słabą, prawica – za pierwszy krok do małżeństw jednopłciowych.
To była próba rozwiązania bardzo ważnego problemu społecznego. Karol Nawrocki podczas kampanii prezydenckiej jasno mówił, że ustawę o statusie osoby najbliższej podpisze. Złożył taką deklarację, a później swoim wetem oszukał Polaków.
W wyniku jego decyzji część naszych rodaków może czuć się obywatelami drugiej kategorii, pozbawionymi praw. Ci ludzie płacą podatki i powinni mieć zagwarantowane podstawowe prawa przysługujące obywatelom demokratycznego państwa, które szanuje wolność i prawa człowieka.
Ustawa tworzyła minimalny kompromis dla osób żyjących w związkach nieformalnych. Nie chodzi wyłącznie o osoby nieheteronormatywne. Większość osób objętych tymi przepisami to osoby żyjące w związkach heteroseksualnych.
Ale pełnomocnictwa medyczne, testament i wiele innych spraw można dziś załatwić u notariusza.
A co w przypadku nagłego wypadku, gdy ktoś nie zdąży wcześniej podpisać upoważnienia? Co z dziedziczeniem? Znamy przypadki, gdy kobieta i mężczyzna żyli wspólnie przez 30 lat, a po śmierci jednego z partnerów pojawiała się rodzina, która wcześniej nie interesowała się losem osoby zmarłej i przejmowała cały majątek, pozostawiając partnera, partnerkę na bruku.
Oczywiście część spraw można uregulować notarialnie, ale później pozostają bardzo wysokie podatki np. od spadku, ponieważ partner nie należy do pierwszej grupy podatkowej, a więc nie korzysta z żadnych zwolnień podatkowych, pomimo że faktycznie tworzy wspólny majątek. Znacznie prostsze byłoby uporządkowanie tych spraw jednym aktem.
To, czy taki akt zawierano by przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego, czy przed notariuszem, jest kwestią drugorzędną. Najważniejsze jest zapewnienie obywatelom minimalnych praw, aby każdy mógł czuć się pełnoprawnym członkiem wspólnoty.
Karol Nawrocki pozbawił takich praw ponad dwa miliony Polaków, mimo że w kampanii obiecał coś innego. Jak śpiewał Kazik Staszewski: „Widzę to, co widzę i w ogóle się nie wstydzę. Niech się wstydzi ten, co robi, a nie ten, co widzi”. W tej sprawie wstydzić powinien się Karol Nawrocki.
Milionowe zarobki lekarzy w publicznych szpitalach
Od kilku tygodni ogromne emocje wywołują zarobki lekarzy. Z jednej strony mamy specjalistów otrzymujących ze szpitali po dwa, trzy, a nawet niemal cztery miliony złotych rocznie. Z drugiej są lekarze wynagradzani bardzo słabo. Czy wynagrodzenia w publicznej ochronie zdrowia powinny zostać odgórnie ograniczone?
Trzeba oddzielić prywatną ochronę zdrowia od publicznej. Jeżeli stomatolog prowadzi prywatny gabinet, ma prawo ustalać ceny zgodnie z zasadami rynkowymi i państwo nie powinno w to ingerować.
Jeżeli jednak lekarz pracuje w publicznym systemie, ograniczenia są potrzebne. Muszą być jednak zdroworozsądkowe, abyśmy nie doprowadzili do wyjazdu z Polski wysokiej klasy specjalistów, dlatego przepisy trzeba wyważyć. Nauczyciel akademicki zatrudniony na publicznej uczelni wyższej nie może pracować na więcej niż dwóch uczelniach, a i tak ten drugi etat wymaga uzyskania zgody rektora. Podobna zasada powinna obowiązywać lekarza. Lekarz nie powinien jednocześnie pracować w sześciu państwowych czy samorządowych placówkach i wykazywać fizycznie niemożliwej liczby nadgodzin.
Z tą patologią trzeba skończyć. Jest ona pokłosiem przepisów przyjętych przez PiS podczas pandemii. PiS usankcjonował wtedy takie rozwiązania, a dziś musimy je zmienić. To kolejny obszar państwa, który trzeba po PiS posprzątać.
Dopiero ujawnienie najbardziej bulwersujących przypadków wywołało reakcję rządu.
To prawda, szkoda, że impuls pojawił się dopiero teraz. Mamy przykład radnego PiS z Tomaszowa Lubelskiego, będącego równocześnie dyrektorem szpitala powiatowego. Szpital ma pięć milionów złotych zadłużenia, a dyrektor zarabia około 900 tysięcy złotych rocznie. To nie jest przykład dobrego zarządzania a tym bardziej szanowania publicznych pieniędzy.
Koalicja Obywatelska też miała swoją aferę w Szpitalu Południowym. Tam nie możecie wszystkiego zrzucić na PiS.
My tę sprawę posprzątaliśmy. Tego człowieka nie ma już w Koalicji Obywatelskiej. W każdej partii znajdą się osoby próbujące wykorzystywać swoje stanowiska dla prywatnych korzyści. Siła ugrupowania polega na tym, czy wyciąga wobec nich konsekwencje.
Wiceprezydentki Warszawy podały się do dymisji, a ten człowiek zrezygnował z mandatu radnego i wystąpił z Koalicji Obywatelskiej. Konsekwencje zostały wyciągnięte również wobec osób odpowiedzialnych za nadzór. A czy kogoś wyrzucono z PiS za ich złodziejskie afery?
Koalicja Obywatelska nie jest idealna, ale stawiam tezę, że ma najwyższe standardy spośród wszystkich partii politycznych w Polsce. Jestem w stanie udowodnić to na konkretnych przykładach. Zdarzają się ludzie, którzy nie powinni działać w polityce. Różnica polega na tym, co partia robi z nimi później.
Czy prezydent i premier zarabiają za mało?
Nie uważa pan za absurd, że lekarz dyżurujący na SOR-ze może zarabiać więcej niż prezydent albo premier, czyli osoby podejmujące decyzje wpływające na całe państwo?
To jest problem. Radosław Sikorski pokazywał kiedyś listę wynagrodzeń w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i jako minister nadzorujący polską dyplomację znajdował się chyba na niej dopiero na 34. miejscu.
Osoba obejmująca ważne stanowisko publiczne musi liczyć się z ograniczeniami dotyczącymi prowadzenia innej działalności zawodowej. Wszystkie dodatkowe dochody powinny być transparentne i dokładnie udokumentowane. Jednocześnie polityk ponoszący odpowiedzialność za państwo powinien otrzymywać godne wynagrodzenie.
Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której osoby z dużym doświadczeniem i wysokimi kwalifikacjami będą omijać politykę szerokim łukiem, ponieważ praca dla państwa oznacza dla nich ogromną stratę finansową. Potrzebujemy fachowców do zarządzania krajem, a za ich wiedzę i odpowiedzialność trzeba zapłacić.
Nowe przepisy transportowe. Czy autobusy nadal wjadą do Krakowa?
Przejdźmy do Małopolski. Nowelizacja ustawy o publicznym transporcie zbiorowym wzbudziła obawy, że dotowane autobusy nie będą mogły wjeżdżać do Krakowa czy Tarnowa. Takie zagrożenie rzeczywiście istnieje?
Autobusy będą wjeżdżać do Krakowa i do Tarnowa. Co więcej, będzie ich znacznie więcej, niż obecnie. Ustawa ma pomóc odtworzyć połączenia PKS, które zostały zlikwidowane podczas rządów PiS. Przez osiem lat zniknęło około 40 proc. połączeń autobusowych w Polsce.
Są gminy, z których komunikacją publiczną nie można dostać się do miasta powiatowego. Są nawet miasta powiatowe mające bardzo słabe połączenie ze stolicą województwa. To wywołuje realne wykluczenie komunikacyjne, ten problem dotyczy 15 milionów Polaków.
Małopolska nie straci na ustawie, władze województwa będą musiały kontraktować więcej autobusów, rozbudować siatkę połączeń i stosować standardy określone w ustawie. Marszałek otrzyma obowiązek integrowania transportu publicznego w skali całego regionu. Po wejściu przepisów w życie na dworzec przy ul. Bosackiej w Krakowie i do centrum przesiadkowego w Tarnowie będzie przyjeżdżało więcej autobusów, a nie mniej.
Małopolskie Linie Dowozowe zaczęły jednak dobrze funkcjonować. Dąbrowa Tarnowska po latach została połączona z Tarnowem, autobusy dojeżdżają do Zakliczyna, Tuchowa i odległych miejscowości. Po co zmieniać coś, co działa?
Małopolska, Mazowsze i Dolny Śląsk są wyjątkami w ogólnej mizerii transportowej widocznej w naszym kraju, ale nawet sam Urząd Marszałkowski przyznał, że w Małopolsce są nadal gminy pozbawione transportu publicznego.
Nowe przepisy mają zapewnić każdemu możliwość dojazdu do miasta powiatowego i głównych centrów regionalnych. Nie wystarczy jeden autobus dziennie, standard ma przewidywać co najmniej cztery takie połączenia każdego dnia roboczego.
Rozkłady jazdy będą dostępne cyfrowo. Powstaną również przewozy na żądanie, ponieważ poza centrum gminy są jeszcze sołectwa i mniejsze miejscowości, do których regularny autobus nie zawsze ma jak dojechać.
PKS Małopolska zamiast autobusów organizowanych przez kolej? Małopolskie Linie Dowozowe prowadzą Koleje Małopolskie. Czy spółka kolejowa powinna zajmować się także przewozami autobusowymi?
Po wejściu nowych przepisów samorządy województw będą musiały przemodelować zarządzanie transportem. Sytuacja, w której Koleje Małopolskie organizują rozbudowaną sieć autobusową, jest ekstraordynaryjna. Należy zastanowić się nad utworzeniem PKS Małopolska albo innego podmiotu obsługującego połączenia autobusowe w całym województwie.
Obecny model zakłada przede wszystkim dowożenie pasażerów do kolei. To rodzi ograniczenia, ponieważ kolej nie dociera wszędzie. Nie da się stworzyć linii dowozowej kończącej się przy stacji kolejowej np. w Proszowicach, bo do tego miasta pociąg jeszcze nie dociera.
Kolej przez Proszowice w kierunku Kielc
Pracuje pan jednocześnie nad tym, aby kolej wróciła między innymi do Proszowic. Co wiadomo o tej inwestycji?
Ministerstwo Infrastruktury wspólnie z samorządami zdecydowało o wprowadzeniu do planów rządowych budowy linii kolejowej obsługującej Proszowice. Ma ona stanowić również skrót w kierunku Kielc. To ważna decyzja, o której wielokrotnie rozmawialiśmy podczas posiedzeń Podkomisji do spraw Transportu Kolejowego. Proszowice zostaną włączone do sieci kolejowej, a nowa trasa skróci podróż w kierunku Warszawy.
Odciąży to istniejącą trasę Kraków-Tunel, która ze względu na kręty przebieg wyczerpuje już swoje możliwości pod względem prędkości i przepustowości. Obecnie jest modernizowana, ale dalsze zwiększanie prędkości na niej byłoby niezwykle trudne i kosztowne. Nowa linia będzie także istotna w kontekście projektu Podłęże-Piekiełko i stworzenia spójnego systemu kolejowego w regionie.
Tarnów, Szczucin i Koszyce
Nowa infrastruktura ma również znaczenie dla Tarnowskiego Węzła Kolejowego. Czy powstanie połączenie Tarnowa ze Szczucinem?
Docelowym rozwiązaniem przyjętym dla nowej Zintegrowanej Sieci Kolejowej będzie połączenie Tarnowa z Proszowicami i dalej w kierunku zachodnim z Krakowem i północnym z Kielcami. Planowany jest model obejmujący również linię regionalną prowadzącą w kierunku Szczucina. Zapadły również decyzje dotyczące modernizacji linii kolejowej w kierunku Muszyny i przywrócenia międzynarodowego połączenia prowadzącego w kierunku Koszyc.
Najważniejsze jest to, że po realizacji linii Podłęże-Piekiełko rozpoczną się przygotowania do kolejnych ważnych inwestycji kolejowych w Małopolsce. Ministerstwo Infrastruktury je obecnie przygotowuje, a ja jako aktywny poseł z naszego regionu te działania wspieram. Pracujemy wspólnie nad docelowym rozwiązaniem, w którym każde miasto powiatowe w Małopolsce uzyska dostęp do kolei.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.



