Przez osiem lat PiS opowiadał Polakom bajkę o państwie silnym, nowoczesnym i odpowiedzialnym. Bajkę starannie wyreżyserowaną, opakowaną w patriotyczne hasła, konferencje, przecinanie wstęg i słynne kartonowe czeki. Problem polega na tym, że kiedy opadł propagandowy dym, po owej bajce pozostał jedynie gigantyczny rachunek do zapłacenia.
Trzeba to powiedzieć wprost: rząd PiS zadłużył Polskę najbardziej w historii. I nie chodzi wyłącznie o dług jawny, zapisany w budżecie państwa, który wynosi około 800 miliardów złotych. Równie istotny jest dług ukryty, schowany przez Mateusza Morawieckiego poza budżetem, sięgający około 400 miliardów złotych. Tak właśnie wyglądała ich „odpowiedzialność”. Nie przejrzystość. Nie uczciwość wobec obywateli. Tylko lichwiarska sztuczka: ukryć dług tak, aby prawdziwa jego skala nie biła Polaków po oczach.
PiS nie tylko pożyczał dużo. PiS pożyczał też drogo. I to jest sedno całego problemu. Bo można dyskutować o tym, kiedy państwo powinno się zadłużać i na jaką skalę, ale nie można bez końca udawać, że cena takiej polityki nie ma znaczenia. Ta zaś była ogromna. W latach 2022–2023 oprocentowanie obligacji skarbowych było ponad dwa razy wyższe niż oprocentowanie pożyczki SAFE. To nie jest szczegół dla ekonomistów. To jest konkretna informacja o tym, jak fatalnie prowadzono politykę finansową państwa i ile za nią wszyscy zapłacimy.
Każdy, kto dziś próbuje bronić tamtych decyzji, powinien odpowiedzieć na bardzo proste pytanie: dlaczego Polska zadłużała się tak drogo? Dlaczego państwo miało płacić więcej, niż musiało? Dlaczego ktoś uznał, że można przerzucić koszty na przyszłość, a rachunek zostawić kolejnym rządom i wszystkim obywatelom?
Do tego dochodzą jeszcze zobowiązania wynikające ze wszystkich efektownych, propagandowych widowisk z kartonowymi czekami. PiS lekką ręką rozdawał obietnice, jakby pieniądze w budżecie brały się z politycznego teatru, a nie z podatków płaconych przez Polki i Polaków. Łatwo było stanąć do zdjęcia. Łatwo było ogłaszać kolejne miliony. Tylko że dziś te zobowiązania trzeba spłacać naprawdę, w realu, a nie na politycznym zdjęciu.
Warto przypomnieć również jeszcze jeden fakt. W 2017 roku udział inwestorów zagranicznych w finansowaniu długu Skarbu Państwa wynosił ponad 50 procent. Dziś oscyluje wokół 20 procent. To pokazuje, jak wyglądała polityka finansowa PiS: dużo, drogo i z silnym uzależnieniem od zagranicy. Ci sami politycy, którzy tak chętnie opowiadali o suwerenności i gospodarczym patriotyzmie, sami prowadzili politykę, która wystawiała Polskę na dodatkowe ryzyka i dodatkowe koszty.
Najbardziej zdumiewa jednak coś innego. Ludzie odpowiedzialni za ten stan rzeczy nie chowają dziś głowy w piasek. Nie milkną. Nie próbują choćby przez chwilę zachować elementarnej powagi. Oni nadal wychodzą na mównicę, nadal udają ekspertów, nadal próbują pouczać innych, jak prowadzić finanse państwa. To już nie jest tylko polityczna bezczelność. To podręcznikowy przykład hipokryzji.
Bo jeżeli przez osiem lat pozostawia się po sobie dług jawny i ukryty liczony w setkach miliardów złotych, drogie pożyczki i kolejne zobowiązania przeniesione na przyszłe lata, to naprawdę ostatnią rzeczą, do której ma się moralne prawo, jest strojenie się w szaty odpowiedzialnych gospodarzy. I właśnie dlatego dziś od PiS nie potrzeba kolejnych tyrad, oburzenia i teatralnych wystąpień. Potrzeba czegoś znacznie prostszego. Potrzeba prawdy. Potrzeba uczciwości. Potrzeba słowa, którego ta formacja wciąż nie potrafi wypowiedzieć.
Przepraszamy.
Przepraszamy za rekordowe zadłużenie. Przepraszamy za ukrywanie długu poza budżetem. Przepraszamy za drogie pożyczki. Przepraszamy za politykę pozorów. Przepraszamy za to, że zamiast odpowiedzialności była propaganda, a zamiast przejrzystości — finansowa mgła.
Po ośmiu latach rządów PiS Polska nie odziedziczyła cudu gospodarczego. Odziedziczyła wielki rachunek. I im szybciej wszyscy to sobie jasno powiedzą, tym lepiej dla debaty publicznej i tym uczciwiej wobec obywateli.
dr Dominik Jaśkowiec
Poseł na Sejm RP



