Przedterminowe wybory prezydenta Krakowa, szanse Moniki Piątkowskiej, Łukasz Gibała i pytania, które – zdaniem Jakuba Koska – nadal pozostają bez odpowiedzi. Ale także Clepardia, odkryte baseny, opłata turystyczna, przyszłość krakowskiej gospodarki, decyzje Stanisława Kracika i to, co zmieni pełne uruchomienie północnej obwodnicy. Z Jakubem Koskiem, przewodniczącym Rady Miasta Krakowa, rozmawiamy o politycznej końcówce kampanii i sprawach, które zostaną z mieszkańcami długo po wyborach.
„Monika Piątkowska”
Kurier Krakowski: Zacznijmy od pytania bez żadnych uników. Kto wygra drugą turę przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa?
Jakub Kosek: Monika Piątkowska.
Mówi Pan to bardzo pewnie. Tymczasem sondaże, które pojawiają się w przestrzeni publicznej, nie dają jej dziś zwycięstwa. Skąd ten optymizm?
Obserwuję bardzo dużą dynamikę wzrostu poparcia dla Moniki Piątkowskiej, a jednocześnie spadek poparcia dla Łukasza Gibały. Oceniam więc, że właśnie przed drugą turą może dojść do takiej mijanki, jeśli chodzi o poziom poparcia. Dlatego jestem optymistą i uważam, że wygra kandydatka, na którą sam będę głosował.
A same sondaże? Uważa Pan, że możemy je traktować jako wiarygodny obraz sytuacji w Krakowie?
Sondaże są takie, jakie są dostępne. Nie potrafię dziś ocenić, czy wszystkie zostały zrobione bardzo rzetelnie, czy nie. Zawsze jest tak, że jeden sondaż może różnić się od drugiego. Mamy jednak badania, które funkcjonują w przestrzeni publicznej i możemy się właśnie do nich odnosić.
Trzeba też bardzo wyraźnie rozróżnić poparcie dla poszczególnych kandydatów od poparcia dla partii politycznych. Te badania dotyczą wyborów prezydenta miasta. Nie można więc po prostu przenosić wyniku konkretnego kandydata na wynik całego ugrupowania.
Czyli wynik Moniki Piątkowskiej nie jest automatycznie wynikiem Koalicji Obywatelskiej, a Michała Drewnickiego – pełnym obrazem poparcia dla PiS?
Dokładnie. Koalicja Obywatelska popiera Monikę Piątkowską, ale nie wystawiła tutaj własnego oficjalnego kandydata partyjnego. Dlatego nie można na podstawie jej wyniku przesądzać, jakie dokładnie jest poparcie dla całej Koalicji Obywatelskiej.
Podobnie wynik Michała Drewnickiego nie jest, moim zdaniem, aż tak zły, jak czasami próbuje się go przedstawiać. Jest w okolicach poparcia, jakie Prawo i Sprawiedliwość uzyskuje obecnie w dużych miastach.
„Nie mówi, że robi. Raczej robi”
Co Pan uznaje za najmocniejszy atut Moniki Piątkowskiej?
Przede wszystkim wysoką decyzyjność i sprawczość. To jest osoba, która nie mówi, że coś robi, tylko raczej po prostu to robi.
Jest też coś, czego chyba wcześniej nikt specjalnie nie podkreślał. Po raz pierwszy urząd prezydenta Krakowa mógłby być sprawowany przez kobietę. Uważam, że mogłoby to również pomóc w obniżeniu temperatury sporu publicznego w mieście.
W Krakowie, podobnie jak w całej polityce, ta temperatura jest coraz wyższa. Mieliśmy kampanie hejtu, które momentami przekraczały wszelkie granice.
Tyle że Monika Piątkowska również sprawia wrażenie osoby bardzo zdecydowanej. Niekoniecznie kogoś, kto dla świętego spokoju będzie się ze wszystkimi układał.
Ale to właśnie pokazuje, że może być dobrą kandydatką. Jest w stanie wyjść poza środowisko, do którego próbuje się ją zaszufladkować, nie rezygnując przy tym ze swoich ideałów.
Można być zdecydowanym i jednocześnie zachowywać wysoką kulturę osobistą. Uważam, że właśnie ta kombinacja może spowodować, że temperatura politycznego sporu będzie mniejsza.
Kosek o kampanii i pytaniach do Gibały
Dużo mówi się teraz o hejcie, anonimowych kontach i internetowych atakach. Dwa lata temu był Pan blisko kampanii Aleksandra Miszalskiego. Obecna kampania jest ostrzejsza czy spokojniejsza?
Według mnie temperatura jest mniejsza. Jest mniej negatywnych emocji i bardzo dobrze, że tak jest.
Nie oznacza to jednak, że wszystkie sprawy zostały wyjaśnione. Nadal są pytania, które pozostają bez odpowiedzi. Dotyczy to między innymi Łukasza Gibały.
Jakie pytania ma Pan na myśli?
Chodzi chociażby o kwestie związane z finansowaniem działań wokół referendum. Łukasz Gibała sam wypowiadał się publicznie na temat różnych powiązań finansowych. Kiedy słyszy się takie informacje, naturalnie pojawiają się kolejne pytania.
Nie twierdzę, że należy z góry wydawać jakiś wyrok. Mówię tylko, że są kwestie, które – moim zdaniem – nadal wymagają odpowiedzi.
Ta kampania jest jednak zaskakująco spokojna jak na stawkę wyborów. Dlaczego?
Trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z kampanią lokalną, która nie jest połączona z wyborami ogólnopolskimi. To ma bardzo konkretne znaczenie również dla finansowania.
Jeżeli duża partia prowadzi kampanię ogólnopolską, może przesuwać część dostępnych środków do największych miast, bo w innych miejscach nie potrzebuje ich aż tak dużo. W przypadku pojedynczej kampanii lokalnej limity finansowe są mniejsze.
To siłą rzeczy przekłada się na skalę działań, liczbę wydarzeń, reklam czy innych elementów kampanii.
Trzech kandydatów w walce o finał?
Kto dzisiaj naprawdę walczy o drugą turę?
Wydaje mi się, że sprawa może się rozstrzygnąć między trzema kandydatami: Moniką Piątkowską, Łukaszem Gibałą i Michałem Drewnickim.
Przy czym Michał Drewnicki jest w tej chwili kandydatem, który goni wynik potrzebny do wejścia do drugiej tury.
Załóżmy więc, że Michała Drewnickiego w drugiej turze nie będzie. Liczy Pan wtedy na część jego wyborców?
Mam przede wszystkim nadzieję, że uda się odejść od sytuacji, w której głosuje się wyłącznie przeciwko komuś.
Jeżeli nie będzie w drugiej turze Michała Drewnickiego, dobrze byłoby wybierać rozsądnie – na podstawie programu, wizji miasta, możliwości działania i tego, jakie szanse daje Krakowowi konkretny kandydat.
Monika Piątkowska jest popierana przez Koalicję Obywatelską i PSL. To może mieć znaczenie, ponieważ daje możliwość skuteczniejszego załatwiania części spraw również na poziomie warszawskim.
Jednocześnie nie startuje jako klasyczny kandydat opatrzony wyłącznie partyjnym znaczkiem. Sama mówi o działaniu ponad podziałami.
Clepardia. „To inwestycja wyczekiwana”
Zostawmy kampanię. Był Pan ostatnio na budowie Clepardii. Jak wygląda sytuacja?
Zdecydowanie jest to inwestycja bardzo wyczekiwana. Mam nadzieję, że w przyszłym roku – już bez żadnych kolejnych zwłok – zostanie otwarty nowy basen na Prądniku Białym.
Wykonawca deklaruje, że kolejnych opóźnień już nie będzie.
To jest inwestycja, o którą zabiegałem wspólnie z radnymi z klubu Koalicji Obywatelskiej Grzegorzem Stawowym. Udało się znaleźć środki na to zadanie i bardzo się cieszę, że dzisiaj możemy oglądać już konkretny efekt tych działań.
Pierwszy etap nie kończy jednak całego pomysłu na Clepardię.
Nie. Dla mnie bardzo ważne jest, żeby był to dopiero pierwszy etap pełnej realizacji tej inwestycji. Drugi etap to baseny odkryte, które są naprawdę mocno wyczekiwane przez mieszkańców.
„Sam chodziłem tam jako dziecko”
Kraków rzeczywiście potrzebuje kolejnych odkrytych basenów? Pojawiają się przecież głosy, że przy stanie miejskich finansów jest to pewnego rodzaju luksus.
Uważam, że pewna liczba odkrytych basenów w Krakowie powinna funkcjonować.
Clepardia ma pod tym względem swoją tradycję. Odkryte baseny były tam przez lata. Sam jako dziecko z nich korzystałem. Nie widzę powodu, żeby kolejne pokolenia krakowian nie miały mieć podobnej możliwości.
Nie mówię oczywiście, że odkryte baseny mają być wszędzie. Natomiast tak duże miasto powinno dysponować odpowiednią ofertą letniej rekreacji.
Najlepszym argumentem są kolejki na Zakrzówek?
To na pewno bardzo czytelny przykład. Na Zakrzówku obowiązują limity wejść i latem potrafią tworzyć się długie kolejki. Ludzie czekają, żeby wejść na teren kąpieliska i móc skorzystać z wody czy po prostu spędzić tam czas.
Niezależnie od tego, czy ktoś się kąpie, czy opala, to miejsce jest bardzo mocno oblegane. To wyraźnie pokazuje, jak duże jest zapotrzebowanie mieszkańców na taką formę rekreacji.
Opłata turystyczna. „Najważniejszy jest pierwszy krok”
Kolejny temat, który rozgrzał Kraków, to opłata turystyczna. Mówi się o pięciu złotych. Przy dzisiejszych cenach wygląda to trochę symbolicznie.
Powiem tak: przede wszystkim trzeba od czegoś zacząć.
Mówimy o rozwiązaniu, które miałoby być możliwe do wprowadzania w całym kraju. Są oczywiście obawy innych ośrodków, szczególnie mniejszych, że taka opłata mogłaby w jakiś sposób wpływać na ruch turystyczny. Nawet jeżeli samorządy będą mogły określać jej wysokość, takie obawy zawsze się pojawiają. Dlatego moim zdaniem najważniejsze jest uruchomienie samego mechanizmu.
Czyli pięć złotych nie musi być stawką docelową?
Absolutnie nie. Nawet gdyby na początku opłata wynosiła złotówkę, byłaby to fundamentalna zmiana, bo po raz pierwszy mielibyśmy mechanizm pozwalający ją pobierać.
Później zdecydowanie łatwiej będzie dyskutować o wysokości stawki i ją korygować. Nie mam nic przeciwko temu, żeby w przyszłości była wyższa. Najważniejszy jest pierwszy krok.
Dziesiątki milionów dla Krakowa?
Przy liczbie turystów odwiedzających Kraków nawet kilka złotych może jednak dać spore pieniądze.
Oczywiście. Kraków jest miastem, które praktycznie cały czas przeżywa ogromny ruch turystyczny. Mówimy o potencjalnie bardzo wymiernych wpływach. Pojawiają się szacunki mówiące nawet o dziesiątkach milionów złotych rocznie. Dla miejskiego budżetu byłyby to naprawdę znaczące środki.
Na co powinny zostać przeznaczone? Na wielkie inwestycje?
Niekoniecznie. Równie dobrze można przeznaczać je na szereg mniejszych inwestycji, które rozwijają infrastrukturę turystyczną. Takie pieniądze mogą też służyć ograniczaniu negatywnych skutków turystyki i uciążliwości, które odczuwają mieszkańcy. Jednocześnie uważam, że część środków powinna być wykorzystywana do dalszego przyciągania turystów.
„Kraków żyje z turystyki”
Czyli nie należy ograniczać turystyki, tylko lepiej nią zarządzać?
Dokładnie. Osobiście uważam, że nasze miasto w bardzo dużej mierze żyje z turystyki i powinniśmy na nią dalej stawiać. Problem polega bardziej na tym, że nie potrafimy odpowiednio dywersyfikować ruchu turystycznego. Większość osób koncentruje się w centrum. Powinniśmy tworzyć ofertę również w innych częściach Krakowa.
Tylko jak przekonać turystę, żeby wyszedł poza Rynek i Kazimierz?
Przede wszystkim oferta musi być atrakcyjna dla tego, kto do nas przyjeżdża. Nie możemy tworzyć czegoś wyłącznie dlatego, że nam samym wydaje się to ciekawe. Trzeba patrzeć na potrzeby i zainteresowania turystów. Jeżeli chcemy rozprowadzić ruch poza centrum, musimy dać ludziom realny powód, żeby pojechali w inne części miasta.
Outsourcing nie będzie wieczny
W rozmowie o gospodarce Krakowa nie sposób pominąć sektora usług i outsourcingu. Coraz częściej słychać o zwolnieniach. Czy turystyka może być pewnym zabezpieczeniem dla miasta?
Nie możemy zakładać, że wszystko, co funkcjonuje dzisiaj, będzie funkcjonowało dokładnie tak samo za dziesięć czy dwadzieścia lat. Mamy w Krakowie różne filary gospodarcze. Firmy outsourcingowe przez lata były jednym z nich, ale rzeczywiście coraz częściej słyszymy o zwolnieniach. Dlatego cały czas trzeba patrzeć w przyszłość.
Turystyka na świecie z roku na rok nabiera znaczenia. Coraz więcej ludzi podróżuje, kolejne pokolenia chcą poznawać inne kraje i miasta. Kraków powinien tę sytuację wykorzystywać.
Pomaga nam również lotnisko w Balicach?
Zdecydowanie. Widzimy, że pojawiają się kolejne połączenia, nowe kierunki i przewoźnicy. Wiele tych połączeń się utrzymuje, bo Kraków jest na tyle atrakcyjnym miejscem, że ludzie chcą tutaj przyjeżdżać. Z drugiej strony sama nasza aglomeracja jest na tyle duża, że zapewnia pasażerów wylatujących z Krakowa.
To jest potencjał, który warto wykorzystywać.
Kosek o Kraciku: „Radzi sobie bardzo dobrze”
Za chwilę Kraków wybierze nowego prezydenta, ale obecnie miastem kieruje Stanisław Kracik. Jak pan ocenia jego pracę?
Bycie w sytuacji Stanisława Kracika jest niezwykle trudne, ale myślę, że radzi sobie bardzo dobrze. Oczywiście nie jest nieomylny. Każdy z nas może popełnić błąd. Natomiast nie siedzi w urzędzie tylko po to, żeby dotrwać do końca i później odejść. Stara się, żeby miasto w tym czasie normalnie funkcjonowało.
Pojawiają się zarzuty, że jako osoba pełniąca funkcję prezydenta podejmuje zbyt daleko idące decyzje.
Ja tego tak nie oceniam.Odkładanie wszystkich decyzji i przeciąganie ich do momentu wyboru nowego prezydenta wcale nie poprawiałoby funkcjonowania miasta.
Nowy prezydent zawsze może później pewne decyzje zmienić. To jest lepsza sytuacja niż taka, w której dopiero po objęciu urzędu musiałby rozpoczynać wszystkie analizy od początku, bo przez kilka miesięcy nikt nie chciał podejmować żadnych rozstrzygnięć.
Kracik zmienił zdanie po odejściu Miszalskiego?
Stanisław Kracik był zastępcą Aleksandra Miszalskiego. Teraz, kiedy sam podejmuje decyzje, w niektórych sprawach widzimy inną wizję. Nie zastanawia Pana, dlaczego wcześniej tych różnic nie było publicznie widać?
Nie sądzę, żeby Stanisław Kracik nagle zmienił zdanie w różnych kwestiach. Różnica polega na tym, że dzisiaj jest osobą podejmującą ostateczną decyzję i to on ją komunikuje. Wcześniej był zastępcą prezydenta. To, że nie wychodził publicznie i nie tworzył dwugłosu ze swoim przełożonym, nawet jeżeli w części spraw miał inne podejście, świadczy raczej o profesjonalizmie.
Zastępca prezydenta nie powinien publicznie podważać decyzji prezydenta przy każdej różnicy zdań.
Węzeł Mistrzejowice i północna obwodnica
Jesienią ma zostać otwarty węzeł Mistrzejowice, a północna obwodnica Krakowa ma być w pełni przejezdna. Czy efekt odczują tylko mieszkańcy północy miasta?
Największy efekt zawsze widać najbliżej miejsca, w którym realizowana jest konkretna inwestycja. Im dalej, tym wpływ jest oczywiście mniejszy. Ale inwestycja tej skali oddziałuje na cały Kraków.
Już teraz, mimo że układ nie jest jeszcze w pełni ukończony i nadal trwają prace domykające całość, można zauważyć znaczące odciążenie w wielu miejscach.
Na razie w rejonie robót kierowcy widzą również korki.
Oczywiście. Są miejsca, gdzie właśnie z powodu prowadzonych prac tworzą się zatory. Dodatkowo część kierowców nadal nie korzysta z obwodnic w takim stopniu, w jakim będzie z nich korzystać po zakończeniu wszystkich robót.
Kiedy cały układ będzie gotowy, jestem przekonany, że zaobserwujemy dalszą poprawę.
Nowe sale dla dzieci. „To było wyczekiwane”
Uczestniczył Pan dziś w otwarciu nowej części zespołu szkolno-przedszkolnego. Co zmienia ta inwestycja?
To bardzo wyczekiwana inwestycja w rejonie Bronowic Wielkich. Powstały cztery sale przedszkolne oraz cztery sale lekcyjne. Dzięki temu dzieci w przedszkolu i uczniowie szkoły nie będą musieli funkcjonować w aż tak dużym ścisku.
Czy ta rozbudowa załatwia problem na dłużej?
Na pewno bardzo poprawia sytuację, ale trzeba mieć świadomość, że jest to część Krakowa, która cały czas się rozwija. Powstaje tam nowa zabudowa, przybywa mieszkańców, więc potrzeby edukacyjne mogą w przyszłości ponownie rosnąć. Dlatego inwestycje oświatowe w takich rejonach miasta trzeba cały czas obserwować i planować z odpowiednim wyprzedzeniem.
Dziekuję za rozmowę.
Dziękuję.




