Rywalizacja w ramach 23. kolejki pierwszej ligi miała być dla Wisły Kraków idealną okazją do ucieczki ligowej czołówce, jednak starcie przy ulicy Reymonta zakończyło się dla podopiecznych Mariusza Jopa ogromnym rozczarowaniem.
Choć Biała Gwiazda dominowała na boisku i prowadziła po trafieniu rezerwowego Juliana Lelievelda, fatalna pomyłka bramkarza w ostatnich minutach spotkania sprawiła, że punkty zostały podzielone. Remis 1:1 z broniącym się przed spadkiem Zniczem Pruszków to scenariusz, którego pod Wawelem nikt nie brał pod uwagę, zwłaszcza w kontekście korzystnych wyników na innych stadionach zaplecza Ekstraklasy.
Pierwsza połowa spotkania upłynęła pod znakiem naporu gospodarzy, choć goście z Mazowsza potrafili groźnie odpowiedzieć za sprawą aktywnego Radosława Majewskiego. Najwięcej ożywienia w szeregach krakowian wnosił Julius Ertlthaler, którego strzały z dystansu oraz sprytne uderzenia z rzutów wolnych raz po raz wystawiały na próbę bramkarza gości. Kacper Napieraj stał się jednak cichym bohaterem pierwszej części meczu, popisując się efektownymi paradami i ratując swój zespół przed utratą gola, nawet gdy piłka zmierzała już do siatki po strzałach głową Wiktora Biedrzyckiego.
Przełom nastąpił tuż po przerwie, kiedy trener Mariusz Jop zdecydował się na wprowadzenie świeżej krwi. Roszady personalne przyniosły efekt niemal natychmiast, ponieważ w 47. minucie koronkowa akcja z udziałem Jordiego Sancheza i Ertlthalera zakończyła się precyzyjnym strzałem Juliana Lelievelda. Objęcie prowadzenia uspokoiło grę Wisły, która szukała drugiego trafienia mającego definitywnie zamknąć losy rywalizacji. Bliscy szczęścia byli zarówno Sanchez, jak i ponownie Ertlthaler, jednak skuteczność pod bramką rywala pozostawiała tego dnia wiele do życzenia.
Niewykorzystane sytuacje zemściły się w najbardziej bolesny sposób w 80. minucie gry. Patryk Letkiewicz, młody bramkarz Białej Gwiazdy, popełnił katastrofalny w skutkach błąd przy próbie wznowienia akcji od własnej bramki. Zbyt pewne zachowanie golkipera wykorzystał Bartłomiej Ciepiela, który odebrał mu piłkę i bezlitośnie wpakował ją do siatki, uciszając trybuny stadionu w Krakowie. Mimo rozpaczliwych ataków w doliczonym czasie gry, Wisła nie zdołała odzyskać prowadzenia, tracąc dwa niezwykle cenne punkty w walce o bezpośredni awans do elity.



