Reaktywacja „Szczucinki” od miesięcy budzi duże emocje. I bardzo dobrze. Są sprawy, które nie powinny ginąć w urzędniczych segregatorach, prezentacjach i kolejnych analizach. Dla mieszkańców Powiśla Dąbrowskiego kolej nie jest abstrakcyjną kreską na mapie. To realna szansa na normalność: sprawniejszy dojazd do pracy, szkoły, lekarza, Tarnowa, Krakowa i świata, który dziś dla wielu osób zaczyna się dopiero po wejściu do samochodu.
Problem w tym, że wokół tej sprawy zaczyna narastać chaos. W debacie publicznej coraz częściej miesza się dwa różne poziomy planowania kolei: regionalny i ponadregionalny. A kiedy miesza się pojęcia, bardzo łatwo później mieszać ludziom w głowach. Zamiast rozmowy o konkretnych potrzebach mieszkańców, pojawiają się polityczne narracje, półprawdy i fałszywe wybory. Dlatego trzeba powiedzieć jasno: reaktywacja linii Tarnów–Szczucin, czyli popularnej „Szczucinki”, ma przede wszystkim charakter regionalny. Jej sens polega na tym, aby przywrócić codzienną komunikację mieszkańcom Żabna, Olesna, Dąbrowy Tarnowskiej, Szczucina i całego Powiśla.
To inwestycja w ludzi, którzy przez lata byli skazywani na samochód, coraz słabszą komunikację autobusową albo zwykłe wykluczenie transportowe. Właśnie dlatego społeczny charakter tej inwestycji jest jej największą siłą. Kolej ma sens wtedy, kiedy służy mieszkańcom. Kiedy pozwala młodym ludziom dojechać na studia, pracownikom do pracy, seniorom do lekarza, a lokalnym firmom lepiej funkcjonować. Powiśle Dąbrowskie nie potrzebuje kolejnej opowieści o wielkich planach za kilkanaście lat. Potrzebuje realnego transportu publicznego, który będzie działał w codziennym życiu.
Nie można też udawać, że chodzi wyłącznie o dojazdy. Reaktywacja „Szczucinki” to również szansa gospodarcza i turystyczna. W tym regionie znajduje się Zalipie — miejscowość znana w całej Polsce i rozpoznawalna także za granicą dzięki malowanym domom oraz wyjątkowej tradycji ludowej. Tysiące turystów odwiedzają to miejsce, ale dostęp komunikacyjny wciąż pozostaje ograniczony. Kolej mogłaby otworzyć region na nowych gości, wesprzeć lokalnych przedsiębiorców, gastronomię, usługi i całą gospodarkę opartą na turystyce.
Warto też podkreślić, że „Szczucinka” nie jest wyłącznie hasłem z konferencji prasowych. Analizy PKP pokazują, że rewitalizacja tej linii ma zarówno społeczne, jak i ekonomiczne uzasadnienie. PKP PLK prowadzi już prace porządkowe na trasie dawnej linii, wykonywane są badania geotechniczne oraz analizy stanu infrastruktury. Dodatkowo wojewoda małopolski uchylił rozporządzenie dotyczące ogrodzeń ograniczających migrację zwierząt, co umożliwia likwidację części zabezpieczeń wzdłuż dawnej trasy kolejowej. To są konkretne działania przygotowawcze, a nie polityczne deklaracje bez pokrycia. Ich celem jest określenie, jaki zakres prac będzie potrzebny, aby przywrócić ruch kolejowy w standardzie atrakcyjnym i realnie użytecznym dla mieszkańców. I właśnie tutaj potrzebny jest rozsądek.
Najbardziej racjonalnym rozwiązaniem pozostaje wykorzystanie istniejącego śladu linii oraz zachowanej infrastruktury wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Nie ma sensu budować wszystkiego od podstaw, jeśli można mądrze odbudować i zmodernizować to, co przez lata było zaniedbywane i pozostawione samo sobie. Równolegle prowadzone są analizy dotyczące połączeń ponadregionalnych w ramach projektu Zintegrowanej Sieci Kolejowej, realizowanego przez Polskie Porty Lotnicze oraz PKP PLK. I tu dochodzimy do sedna sporu: projekty regionalne i ponadregionalne nie muszą ze sobą konkurować. One mogą się uzupełniać.
Wśród analizowanych wariantów są między innymi relacje Kraków – Proszowice – Busko-Zdrój oraz Tarnów – Żabno – Busko-Zdrój. Oba kierunki mają potencjał. Oba mogą być ważne. I oba nie powinny być używane jako argument przeciwko sobie. Połączenie Kraków – Proszowice – Busko-Zdrój byłoby ogromną szansą dla północnej Małopolski. Dla powiatu proszowickiego oznaczałoby przełom: lepszy dojazd do Krakowa, większą mobilność mieszkańców, nowe możliwości inwestycyjne i gospodarcze. Ważne jest również to, że wokół tej koncepcji zaczyna powstawać szerokie porozumienie samorządowe. Podpisanie listu intencyjnego przez samorządy z Małopolski i województwa świętokrzyskiego pokazuje, że istnieje wspólna wizja rozwoju. Ale równie ważny jest wariant Tarnów – Żabno – Busko-Zdrój.
Odcinek Tarnów – Żabno może naturalnie wzmacniać rewitalizowaną „Szczucinkę”, a dalsze poprowadzenie linii w kierunku Buska-Zdroju mogłoby otworzyć kolej dla gmin, które historycznie nigdy nie miały do niej dostępu. To byłby zupełnie nowy impuls rozwojowy zarówno dla subregionu tarnowskiego, jak i części województwa świętokrzyskiego. Dlatego powtarzam: to nie jest wybór „albo-albo”. To nie jest spór między Proszowicami a Powiślem. To nie jest konkurencja między Krakowem a Tarnowem.
Nowoczesna kolej powinna działać jak system naczyń połączonych. Dobrze zaprojektowana sieć regionalna może być fundamentem dla przyszłych połączeń o większym znaczeniu. Tymczasem część polityków PiS próbuje dziś przedstawiać sprawę w sposób uproszczony, sugerując brak zasadności rewitalizacji „Szczucinki”. To bardzo niebezpieczna narracja. Bo jeśli zaczniemy przeciwstawiać realną, potrzebną mieszkańcom inwestycję regionalną wieloletnim koncepcjom strategicznym, które nadal pozostają na etapie analiz, to na końcu znowu przegrają mieszkańcy. A Powiśle już wystarczająco długo czekało. Mieszkańcy Dąbrowy Tarnowskiej, Olesna, Żabna czy Szczucina nie potrzebują kolejnych dekad politycznych przepychanek. Potrzebują kolei, która odpowie na ich codzienne potrzeby. Potrzebują państwa, które nie przypomina sobie o mniejszych miejscowościach tylko przy okazji kampanii wyborczej. Potrzebują transportu publicznego, który nie będzie luksusem, lecz normalnym elementem życia. Najbardziej rozsądna droga jest dziś oczywista: rewitalizować regionalną „Szczucinkę” jako projekt społeczny, komunikacyjny i rozwojowy dla Powiśla, a jednocześnie kontynuować analizy oraz przygotowania do połączeń ponadregionalnych.
Jedno nie wyklucza drugiego. Przeciwnie — jedno może wzmacniać drugie. Największym błędem byłoby dziś stworzenie fałszywego wyboru między koleją regionalną a koleją strategiczną. I właśnie dlatego „Szczucinka” powinna wrócić. Nie jako symbol sentymentu do przeszłości, ale jako dowód, że rozwój Małopolski nie kończy się na największych miastach.
Łukasz Krzysztofik
Wiceprezes PSL w Małopolsce



