Po raz pierwszy w historii Dożynki Województwa Małopolskiego odbędą się w Krakowie. W niedzielę, 6 września, teren Muzeum Lotnictwa Polskiego ma stać się miejscem spotkania rolników, producentów żywności, twórców ludowych i mieszkańców całego regionu. Z marszałkiem województwa małopolskiego Łukaszem Smółką rozmawiamy nie tylko o samym święcie plonów, ale również o kondycji małopolskiego rolnictwa, opłacalności gospodarstw, drogach dojazdowych do pól, retencji, lokalnej żywności i o tym, na co samorząd województwa może realnie przeznaczać pieniądze.
Kurier Krakowski: Panie Marszałku, tegoroczne Dożynki Województwa Małopolskiego są wyjątkowe, bo po raz pierwszy odbędą się w Krakowie. Dlaczego właśnie teraz zdecydowaliście się przenieść wojewódzkie święto plonów do stolicy regionu?
Łukasz Smółka: Chcemy pokazać, że Małopolska jest jedną wspólnotą i że nie ma dwóch odrębnych światów – miasta i wsi. Kraków jest stolicą naszego województwa, ale to, co każdego dnia trafia na stoły mieszkańców Krakowa, w ogromnej części ma swoje źródło właśnie na obszarach wiejskich. Dożynki w Muzeum Lotnictwa Polskiego są okazją, żeby małopolska wieś symbolicznie przyjechała do Krakowa i pokazała swoje tradycje, produkty, kulturę, ale także nowoczesne oblicze rolnictwa. Zależy nam, aby to nie była uroczystość wyłącznie dla środowiska rolniczego. Chcemy zaprosić całe rodziny, także mieszkańców Krakowa, którzy być może z rolnictwem na co dzień nie mają bezpośredniego kontaktu.
W takim razie konkretnie – dlaczego krakowianin powinien w niedzielę przyjechać do Muzeum Lotnictwa Polskiego?
Przede wszystkim dlatego, że w jednym miejscu będzie można zobaczyć praktycznie całą Małopolskę. Zaczynamy o godzinie 10.00 Mszą Świętą polową celebrowaną przez kardynała Grzegorza Rysia, później odbędzie się tradycyjny ceremoniał dożynkowy i konkurs wieńców. Będą producenci regionalnej żywności, twórcy ludowi, warsztaty, pokazy maszyn rolniczych, Żywa Zagroda przygotowana we współpracy z Uniwersytetem Rolniczym, prezentacje małopolskich powiatów i mnóstwo atrakcji dla dzieci. Na scenie pojawią się między innymi CIUPAGA, Mateusz Mijal i Cleo. Wstęp na dożynki jest wolny, a uczestnicy będą mogli tego dnia także bezpłatnie zwiedzić Muzeum Lotnictwa Polskiego. Naprawdę warto przyjechać całymi rodzinami.
Dożynki mają jednak dwie twarze. Z jednej strony muzyka, wieńce i świętowanie, a z drugiej rolnik, który następnego dnia wraca do gospodarstwa i musi policzyć, czy produkcja w ogóle mu się opłaca. Pod koniec ubiegłego roku mówił Pan wprost o niepokojąco spadającej opłacalności gospodarstw i cenach w skupach. Ten problem nadal jest aktualny?
Problemy związane z opłacalnością produkcji rolnej są sprawą, której nie można sprowadzić do jednego sezonu. Rolnik może wykonać swoją pracę najlepiej jak potrafi, ale później jest uzależniony od cen, sytuacji na rynku, kosztów produkcji czy warunków pogodowych. Trzeba też bardzo jasno powiedzieć, że samorząd województwa nie ustala cen skupu i nie prowadzi krajowej ani europejskiej polityki rolnej. W tych sprawach nasze kompetencje są ograniczone. Możemy jednak działać tam, gdzie mamy realne narzędzia – poprawiać infrastrukturę na obszarach wiejskich, wspierać ochronę gruntów, retencję, lokalnych producentów, krótkie łańcuchy sprzedaży czy rozwój społeczności wiejskich. I właśnie na takich konkretnych działaniach chcemy się koncentrować.
Małopolskie rolnictwo różni się od tego, które widzimy na północy czy zachodzie Polski. Tutaj dominują znacznie mniejsze i bardziej rozdrobnione gospodarstwa. Czy to jest dzisiaj największe ograniczenie naszego regionu?
To z pewnością jedno z najważniejszych wyzwań. Ukształtowanie terenu, historia regionu i struktura własności sprawiają, że w Małopolsce mamy bardzo dużo stosunkowo niewielkich gospodarstw. Nie oznacza to jednak, że małe gospodarstwo musi być gospodarstwem bez przyszłości. Wręcz przeciwnie – szansą może być specjalizacja, wysoka jakość produktu, przetwórstwo, sprzedaż bezpośrednia i budowanie marki opartej na lokalnym pochodzeniu. Tam, gdzie jest taka możliwość i potrzeba, znaczenie mają również procesy scalania gruntów, które mogą poprawić warunki gospodarowania. W ostatnim naborze na scalanie gruntów wraz z zagospodarowaniem poscaleniowym do dyspozycji było ponad 4,6 mln zł.
Rolnicy często mówią jednak o sprawach bardziej przyziemnych niż wielkie programy – na przykład o drodze, którą trzeba dojechać ciągnikiem do pola. Ile województwo przeznacza w tym roku na takie zadania?
I właśnie dlatego mówię, że wsparcie rolnictwa musi być konkretne. W tym roku ponad 34 mln zł trafi do 169 gmin i trzech powiatów między innymi na budowę i modernizację dróg dojazdowych do gruntów rolnych oraz działania związane z ochroną tych gruntów. Z perspektywy osoby mieszkającej w centrum Krakowa taka droga może wydawać się niewielką inwestycją. Dla rolnika może oznaczać codziennie łatwiejszy dojazd sprzętu, bezpieczniejszy transport i normalne funkcjonowanie gospodarstwa. Samorząd powinien dostrzegać właśnie takie potrzeby, bo kilkaset metrów dobrej drogi w konkretnej miejscowości potrafi zrobić większą różnicę niż efektowny projekt, z którego rolnik w praktyce nie skorzysta.
Coraz częściej równie ważna jak droga do pola staje się woda. Województwo przeznacza pieniądze na małą retencję. Czy to będzie jeden z ważniejszych kierunków w kolejnych latach?
Gospodarowanie wodą będzie miało coraz większe znaczenie nie tylko dla rolnictwa. W 2026 roku przeznaczyliśmy ponad 3 mln zł na budowę i renowację zbiorników służących małej retencji, a dodatkowe środki trafiły na modernizację dróg rolniczych na terenach objętych scalaniem. Prowadzimy również program „Małopolska deszczówka”. W tegorocznej edycji wsparcie w wysokości blisko miliona złotych otrzymało 87 gmin. To są różne instrumenty, ale łączy je jedno – woda powinna być zatrzymywana tam, gdzie spada, i wykorzystywana możliwie racjonalnie.
Można wyprodukować świetne jabłko, ser, miód czy warzywa, ale na końcu rolnik musi jeszcze znaleźć klienta. Czy przyszłością małych małopolskich gospodarstw może być sprzedaż bezpośrednio od producenta?
Zdecydowanie jest to jedna z dużych szans. Im krótsza droga od producenta do klienta, tym większa możliwość, aby więcej wartości produktu zostało u tego, kto rzeczywiście go wytworzył. Dla klienta to z kolei możliwość poznania pochodzenia żywności i kupienia produktu od konkretnego gospodarstwa. Dlatego promujemy lokalnych producentów, produkty regionalne oraz krótkie łańcuchy dostaw. Od lat służy temu między innymi Małopolski Festiwal Smaku. Chcemy przekonywać mieszkańców, że wybierając produkt od małopolskiego producenta, nie tylko kupują dobrą żywność, ale również zostawiają pieniądze w lokalnej gospodarce.
Na dożynkach będzie specjalna strefa „Od Wideł do Widelca”. Czy to ma właśnie pokazać, że rolnictwo nie kończy się na zbiorze plonów?
Dokładnie tak. Chcemy pokazać człowieka stojącego za konkretnym produktem. Można przyjść, spróbować regionalnej żywności, porozmawiać z jej producentem i dowiedzieć się, skąd się bierze. Często jako konsumenci widzimy gotowy produkt na półce, ale nie zastanawiamy się nad całą drogą, która do tej półki prowadzi. Dożynki są dobrą okazją, żeby tę drogę pokazać mieszkańcom miasta, szczególnie dzieciom i młodzieży.
Rolnictwo bez zapylaczy także nie istnieje. Samorząd po raz kolejny finansuje „Małopolską Pszczołę”. To jeszcze program rolniczy czy już bardziej ekologiczny?
Jednego od drugiego nie da się oddzielić. Pszczoły i inne owady zapylające mają znaczenie dla bioróżnorodności, ale również bezpośrednio dla produkcji rolnej i sadowniczej. W tegorocznej edycji „Małopolskiej Pszczoły” przeznaczyliśmy 500 tys. zł. Wsparcie otrzymało 26 projektów dotyczących ochrony pszczół, zapylaczy i roślin, a także przedsięwzięcie związane z Małopolskim Świętem Pszczoły. To są nasadzenia roślin miododajnych, działania ochronne, ale również edukacja. Jeżeli chcemy rozmawiać o przyszłości rolnictwa, musimy rozmawiać również o środowisku, w którym ono funkcjonuje.
Wsparcie wsi to jednak nie tylko ciągniki, pola i zbiorniki wodne. W tym roku prawie 3,5 mln zł przeznaczyliście także na świetlice wiejskie w 139 gminach. Dlaczego samorząd traktuje to jako element polityki dotyczącej obszarów wiejskich?
Bo wieś to przede wszystkim ludzie. Możemy mieć dobrą drogę i nowoczesne gospodarstwo, ale jeżeli nie będzie miejsca do spotkania mieszkańców, działalności koła gospodyń, OSP, stowarzyszeń czy zajęć dla dzieci, społeczność zacznie się po prostu rozpadać. Świetlica w wielu miejscowościach jest prawdziwym centrum lokalnego życia. W 2026 roku na remonty i wyposażenie takich obiektów przeznaczyliśmy prawie 3,5 mln zł dla 139 gmin. Wsparcie rolnictwa i rozwój obszarów wiejskich muszą iść razem, bo rolnik też chce żyć w miejscowości, w której jego rodzina ma dobre warunki do życia.
Najtrudniejsze pytanie dotyczy chyba młodych ludzi. Co zrobić, żeby dwudziesto- czy trzydziestolatek chciał przejąć gospodarstwo po rodzicach, zamiast uznać je za ciężar?
Przede wszystkim musi zobaczyć przed sobą perspektywę. Sam sentyment do rodzinnej ziemi nie wystarczy, jeżeli z gospodarstwa nie można się utrzymać. Młody rolnik potrzebuje dostępu do technologii, wiedzy, dobrych dróg, rynku zbytu i możliwości rozwoju. Małopolskie gospodarstwo nie musi konkurować wyłącznie skalą produkcji, bo w naszym regionie często byłoby to bardzo trudne. Może natomiast konkurować jakością, specjalizacją, lokalnością i bezpośrednim kontaktem z klientem. Bardzo ważne jest również powiązanie rolnictwa z nauką i nowymi technologiami. Sam jestem absolwentem Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie i wiem, jak bardzo technika zmieniła rolnictwo w ostatnich dekadach. Ten proces będzie postępował.
W tym roku zmieniliście również zasady konkursu wieńców dożynkowych. Nie ma już limitu 45 wieńców i po raz pierwszy pojawi się „Wieniec Publiczności”. Chcecie trochę odczarować oficjalny charakter wojewódzkich dożynek?
Chcemy przede wszystkim, żeby jak najwięcej lokalnych społeczności mogło pokazać swoją pracę. Przygotowanie wieńca dożynkowego wymaga ogromnej cierpliwości, pomysłowości i wielu godzin pracy całych grup. Dlatego od tego roku nie obowiązuje wcześniejszy limit 45 wieńców ani ograniczenie do jednego zgłoszenia z gminy. Po raz pierwszy głos otrzymają również sami uczestnicy wydarzenia, którzy wybiorą „Wieniec Publiczności”. Zależy nam, żeby dożynki były żywym świętem, w którym ludzie uczestniczą, a nie tylko oglądają oficjalną uroczystość ze sceny.
Na koniec proszę więc zaprosić Czytelników Kuriera Krakowskiego. Gdzie i kiedy widzimy się w niedzielę?
W niedzielę, 6 września, zapraszam wszystkich do Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie na XXVIII Dożynki Województwa Małopolskiego. Zaczynamy o godzinie 10.00 i będziemy wspólnie świętować przez cały dzień. Zapraszam mieszkańców Krakowa, rolników, mieszkańców małopolskich miast i wsi, całe rodziny z dziećmi. Przyjdźcie zobaczyć wieńce, spróbować regionalnych produktów, spotkać producentów, zobaczyć maszyny i zwierzęta, posłuchać muzyki i przede wszystkim podziękować ludziom, dzięki którym codziennie mamy na naszych stołach żywność. Wstęp jest bezpłatny. Do zobaczenia w niedzielę w Krakowie.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.



