Michał Drewnicki, kandydat Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Krakowa, zapowiada kampanię opartą na rozmowie z mieszkańcami, doświadczeniu samorządowym i mocnym wejściu w Nowej Hucie. W rozmowie z Kurierem Krakowskim mówi o kulisach decyzji partii, wsparciu lokalnych polityków PiS, trudnej sytuacji finansowej ugrupowania, referendum odwołującym Aleksandra Miszalskiego oraz o tym, że w kampanii chce pokazać nie tylko hasła, ale także konkretne problemy Krakowa.
„Rozmowy zaczęły się po referendum”
Panie Michale, jak wyglądał ten casting na kandydata PiS na prezydenta Krakowa? Było spotkanie na Nowogrodzkiej, rozmowa z prezesem Jarosławem Kaczyńskim?
Tak naprawdę rozmowy o kandydacie zaczęły się po samym referendum. Ja byłem osobą bardzo aktywną przy referendum i mocno starałem się o odwołanie prezydenta Miszalskiego. Później zacząłem się zastanawiać, czy po 12 latach bycia radnym Miasta Krakowa mam coś Krakowowi do zaoferowania.
Rozmawiałem lokalnie z różnymi osobami z mojego środowiska, między innymi z panią Beatą Szydło i panem ministrem Adamczykiem. Wyraziłem chęć kandydowania. Potem, przy wsparciu wielu fantastycznych osób, Komitet Polityczny w centrali partii, zgodnie z naszymi wewnętrznymi zasadami, podjął decyzję. Pan prezes Kaczyński także się zgodził. Z tego, co wiem, decyzja zapadła jednogłośnie. Cieszę się, dziękuję i zabieram się do ciężkiej pracy.
Z boku wyglądało to jednak trochę nietypowo. Po posiedzeniu na Nowogrodzkiej do dziennikarzy wychodzi Rafał Bochenek i ogłasza, kto będzie kandydatem PiS w Krakowie. Nie zabrakło budowania napięcia?
Rafał Bochenek, z którym bardzo dobrze się znam, przedstawił kwestie formalne po Komitecie Politycznym. Dla mnie to oczywiste, że ludzie byli ciekawi decyzji. Natomiast w poniedziałek robię własną prezentację i wydarzenie.
Chcę przedstawić się tym osobom, które mnie nie znają, bo choć sporo osób kojarzy mnie z pracy radnego, nie każdy interesuje się na co dzień polityką lokalną. Chcę też pokazać założenia – w co wierzę, co chciałbym w tej kampanii uzyskać i jakie tematy są dla mnie najważniejsze w Krakowie.
„Zaczynamy w Nowej Hucie”
Gdzie odbędzie się prezentacja kandydatury?
Mogę zdradzić, że nie robimy tego sztampowo – ani pod Urzędem Miasta, ani na Rynku Głównym. Chcemy, żeby już samo miejsce było nieprzypadkowe i mówiło o tym, na czym mi zależy.
Wybieramy Nową Hutę. To jedna z tych dzielnic, które przez wiele lat – nie tylko ostatnich dwóch, ale szczególnie ostatnich kilkunastu – były często pomijane albo niedoinwestowane na taką skalę, jakiej mieszkańcy oczekiwali. Chcemy zacząć mocno właśnie tam, a później robić kolejne kroki.
Jest stres przed tym wydarzeniem? Dla 36-letniego polityka to chyba najważniejsze wybory w dotychczasowej karierze.
Każde kolejne wybory są najważniejsze. Natomiast w odróżnieniu od większości kandydatów mam bardzo duże doświadczenie samorządowe i lokalne. Od 12 lat jestem radnym miasta, a wcześniej przez cztery lata byłem radnym dzielnicy.
Z jednej strony jestem osobą młodą, z drugiej mam już bogate doświadczenie. Znam Kraków od podszewki – jego dobre strony, słabe strony, blaski i cienie. Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, jak pracuję, a ci, którzy chcą mnie poznać, będą mieli do tego okazję w kampanii.
Kampania bez subwencji
PiS wystawia kandydata w trudnej sytuacji, bo partia nie ma subwencji. Po referendum widać było, ile pieniędzy potrafi kosztować duża kampania. Nie obawia się Pan, że ci, którzy mają środki, organizacyjnie odjadą?
Wszyscy jesteśmy dorośli i wiemy, że pieniądze w kampanii są ważne. Sytuacja nie jest równa. Jedne partie mają subwencje i pieniądze z budżetu, czyli pieniądze każdego podatnika, na kampanie, sztaby i badania, a Prawu i Sprawiedliwości nielegalnie zabrano środki finansowe na komunikację z ludźmi i kampanie wyborcze.
Gra z pewnością nie będzie równa. Ale mam przekonanie, że nie zawsze im więcej pieniędzy, tym lepiej. Prezydent Miszalski miał za sobą urząd, pieniądze budżetowe, gazety propagandowe i media, a jednak przegrał. Za mną stoi siła idei, doświadczenia samorządowego i ludzie. Będziemy robić wszystko, co możliwe w ramach posiadanych środków. Każdy mieszkaniec będzie mógł też wpłacać na komitet. Będziemy prosić o wsparcie i walczyć tak, żeby zwyciężyć.
„Nie ma podstaw do unieważnienia referendum”
Wynik referendum został zaskarżony. Wierzy Pan, że władza może odwrócić werdykt mieszkańców z 24 maja?
Nie wiem, ale wierzę, że wyrok będzie sprawiedliwy. W mojej ocenie nie ma podstaw do unieważnienia referendum. Wynik za odwołaniem prezydenta był miażdżący. Niewiele brakło też do odwołania Rady Miasta Krakowa.
Być może gdzieś były drobne incydenty, ale sądzę, że nie miały wpływu na całokształt wyniku. Widać, że niektórym ten wynik się nie podoba i próbują go kontestować. Podobnie dzieje się przy wygranej Karola Nawrockiego. Niektóre środowiska nie potrafią pogodzić się z porażką i próbują używać takich metod.
„Wygrywa się tylko w zespole”
W kampanii pokaże Pan ludzi, ekspertów, sztab, osoby, które w razie wygranej mogłyby z Panem zarządzać miastem? Czy to będzie one man show?
Zawsze można grać samemu, ale wygrywa się tylko w zespole. Wiele osób już dziś zadeklarowało mi pomoc. W poniedziałek chcę przedstawić pewne założenia ideowe i programowe. Nie zdradzę wszystkiego, ale chcę pokazać, co jest dla mnie ważne i jakie problemy dostrzegam w Krakowie.
W następnych dniach i tygodniach będę prezentował bardziej konkretne rozwiązania. Bardzo mocno nastawiam się na rozmowę z ludźmi. Prezydent Miszalski, wcześniej prezydent Majchrowski, często nie słuchali mieszkańców. Wiele osób czuło się wykluczonych z debaty, rozmowy i możliwości wyrażenia opinii.
Chcę rozmawiać z mieszkańcami i słuchać ich problemów. Dla mnie nieważne, czy na spotkaniu będzie 100 osób, czy jedna osoba z problemem – każdy będzie ważny. Nieważne też, jakie ktoś ma poglądy w sprawach ogólnopolskich. Lokalne problemy osiedli i dzielnic będą dla mnie najważniejsze.
„Najpoważniejszym przeciwnikiem jest KO”
Kto będzie pPana największym rywalem? Ten kandydat już jest, czy dopiero się pojawi?
Czekamy, kto będzie kandydował. Najpoważniejszym kandydatem i kontrkandydatem zawsze jest ktoś z Koalicji Obywatelskiej. Widać jednak, że oni chyba nie mają pomysłu po sromotnej porażce w referendum.
Ludzie powiedzieli im, że ich nie chcą, że oczekują kogoś innego i chcą zmiany. W tym upatruję szansy dla mnie jako kandydata Prawa i Sprawiedliwości. Spokojnie czekam. Ktokolwiek będzie kandydatem KO, stanę z nim w szranki i będę proponował konkretne rozwiązania. Wierzę, że ludzie będą chcieli dać szansę komuś spoza tego osiadłego od dawna układu towarzyskiego w Krakowie.
Do tego układu zalicza Pan także Łukasza Gibałę?
Nie wiem, czy Łukasz Gibała będzie kandydował. W Radzie Miasta Krakowa w niektórych tematach merytorycznych potrafiliśmy współpracować dla dobra miasta. Popierali naszą sesję nadzwyczajną w sprawie tramwaju do Mistrzejowic czy planu ogólnego, a my poparliśmy ich projekt uchwały w sprawie toru motocyklowego.
Sądzę, że największym przeciwnikiem moim i mieszkańców Krakowa jest Koalicja Obywatelska, która nie słucha ludzi. Pokazali to mieszkańcy, odwołując prezydenta Miszalskiego w referendum.
„Rodzina jest najważniejsza”
Na koniec pół żartem, pół serio – żona nie wygoniła pana jeszcze z domu za to, że zepsuł pan rodzinie wakacje?
Moja rodzina boi się, że wakacji nie będzie. Obiecałem jednak żonie i moim malutkim córeczkom, które są dla mnie najważniejsze, że pojedziemy jeszcze w te wakacje na krótki wyjazd.
Nie czułbym się dobrym tatą i dobrym mężem, gdybym złamał dane im słowo. A to słowo dałem, zanim podjąłem decyzję o kandydowaniu. Mam nadzieję, że te kilka dni w lipcu wszyscy wybaczą mi jako czas poświęcony w 100 procentach rodzinie.
Jeśli jako radny i polityk lokalny mówię, że walczę o rodziny, to sam muszę pamiętać, że rodzina jest najważniejsza. Kampanię zaczynamy ostro w poniedziałek, potem będziemy walczyć przez najbliższe trzy miesiące, z króciutką przerwą dla moich córeczek i żony.
Dziękuję za rozmowę!
Dziękuję.



