Michał Drewnicki nie zamierza wchodzić w ostatnią prostą kampanii po cichu. Kandydat Prawa i Sprawiedliwości zapowiada dużą konwencję, kwestionuje wiarygodność części publikowanych sondaży i bardzo ostro ocenia kampanię Moniki Piątkowskiej. W rozmowie z Kurierem Krakowskim odpowiada również na pytania o własne błędy, internetowy hejt, kontakty z mieszkańcami, program dla Krakowa i plotki o „hakach”, które mogą pojawić się przed głosowaniem.
„Chcemy mocno wejść w ostatni tydzień”
Kurier Krakowski: Przed Panem duża konwencja. Ma być tylko mobilizacja własnego elektoratu czy pokaże Pan coś, czego do tej pory w kampanii nie było?
Michał Drewnicki: Chcemy mocno wejść w ostatni tydzień kampanii przed pierwszą turą. Planuję przemówienie ideowo-programowe. Zależy mi przede wszystkim na tym, żeby mówić o Krakowie, o jego rozwoju i o wartościach. Zapraszamy przede wszystkim mieszkańców, bo to oni są tutaj najważniejsi.
Będą również inni mówcy. Mogę już powiedzieć, że pojawi się Pani premier Beata Szydło. Pozostałych nazwisk na razie nie chcę zdradzać. Chcemy, żeby była to duża, profesjonalna i ciekawa konwencja.
Wybraliście Halę Sokoła. Dla PiS to miejsce obciążone sporą symboliką. Świadomie Pan do niej sięga?
Tak. To miejsce jest symboliczne dla naszego środowiska i właśnie dlatego chcemy tam być. Odbywały się tam ważne polityczne wydarzenia, swoją drogę rozpoczynał tam również Karol Nawrocki. Wtedy wiele osób nie dawało mu szans.
Widzę tutaj pewną analogię. Sam wychowałem się na osiedlu, przeszedłem kolejne szczeble samorządu i wykonuję w tej kampanii ogromną pracę. Chcę walczyć o zwycięstwo, a nie tylko zaznaczyć swoją obecność. Mam nadzieję, że to miejsce ponownie okaże się szczęśliwe.
„Nie wierzę tym sondażom”
W ostatnich dniach pojawiło się kilka sondaży i nie wszystkie są dla Pana korzystne. Najprościej jest powiedzieć: „sondaże są złe, bo pokazują mi niski wynik”. Dlaczego wyborcy mają uwierzyć Panu, a nie badaniom?
To nie jest kwestia tego, czy wynik jest dla mnie wygodny. Patrzę na kilka badań publikowanych w bardzo krótkim czasie i widzę między nimi duże różnice. Natomiast sondaż IBRIS dał mi 17% poparcia i szanse na wejście do drugiej Tury. Dlatego podchodzę do nich z bardzo dużym dystansem. Moim zdaniem sondaże stały się także elementem kampanii politycznej – mogą mobilizować jednych wyborców i zniechęcać innych. Ja po prostu wolę poczekać do dnia wyborów. Wtedy mieszkańcy pójdą do lokali i sami zdecydują.
Mówi Pan jeszcze mocniej – sugeruje Pan, że część sondaży może być próbą wpływania na wybory. Ma Pan na to dowody?
To jest moja ocena, wynikająca z obserwacji- jeśli pojawiają się dwa sondaże tej samej sondażowni tego samego dnia i różnią się diametralnie to znaczy, że nie opisują rzeczywistości. Wewnętrzne sondaże pokazują natomiast, że jestem bliski drugiej tury i tracę do Piątkowskiej tylko 0,5%. Uważam też, że jestem kandydatem, który może łączyć różne środowiska prawicowe, konserwatywne czy narodowe. Te wartości są mi bliskie i wielokrotnie pokazywałem to jako radny.
Piątkowska. „Zaczęły się ataki, kiedy moja kampania przyspieszyła”
Przejdźmy do Moniki Piątkowskiej. Twierdzi Pan, że jej środowisko zaczęło Pana mocniej atakować dopiero wtedy, gdy poczuło zagrożenie. To wygodna kampanijna narracja. Na czym Pan ją opiera?
Proszę zwrócić uwagę na sam moment. Przez pierwsze tygodnie nikt mnie nie atakował. Ataki zaczęły się dokładnie wtedy, kiedy moja kampania ruszyła pełną parą — spotkania na osiedlach, kolejne części programu, konferencje. Wtedy pojawiło się więcej ataków i jednocześnie zaczęto publikować badania pokazujące zupełnie inny obraz sytuacji. Nikt nie atakuje kandydata, którego się nie boi. To najprostszy test realnego układu sił w tej kampanii.
Ale sam Pan używa wobec Piątkowskiej bardzo ostrego języka. Zarzuca jej Pan unikanie debat. Czy nie jest tak, że po prostu ma inną strategię prowadzenia kampanii?
Może mieć dowolną strategię, ale kandydowanie na prezydenta Krakowa oznacza również konfrontowanie swoich pomysłów z kontrkandydatami i mieszkańcami. Ja do tej pory nie unikałem debat. Przyjmowałem zaproszenia i pojawiałem się tam, gdzie można było rozmawiać o mieście. Monika Piątkowska na większość z nich nie przyszła. Kto nie chce stanąć naprzeciwko mieszkańców przez trzy tygodnie kampanii, ten nie stanie naprzeciwko nich przez kadencję. Prezydent Krakowa to nie jest stanowisko dla kogoś, kto boi się trudnych pytań.
Idzie Pan jeszcze dalej i kwestionuje jej przygotowanie do prezydentury. Nie przesadza Pan?
To jest oczywiście moja ocena jako kontrkandydata. Patrzę na sposób prowadzenia kampanii, na obecność na debatach, na kontakty z mieszkańcami i porównuję to ze swoim doświadczeniem.
Od 12 lat jestem radnym Krakowa. Wcześniej 4 lata byłem radnym dzielnicy. Złożyłem około 800 interpelacji. Głosowałem przeciwko podwyżkom. Byłem przeciwko strefie czystego transportu w tym kształcie — i nie zmieniałem w tej sprawie zdania, w przeciwieństwie do innych. Broniłem terenów zielonych w planach miejscowych. To wszystko jest w dokumentach Rady Miasta i każdy może to sprawdzić. Nie muszę opowiadać, jaki jestem. Wystarczy sprawdzić, jak głosowałem.
„Ja jestem stąd”
Dostrzegam jedną prawidłowość. Łukasz Gibała stawia na kontakt z mieszkańcami, Monika Piątkowska niemal zawsze pokazuje się w otoczeniu działaczy i polityków Koalicji Obywatelskiej i PSL. Pan stosuje mix. Pańska kampania mocno eksponuje spotkania z mieszkańcami, ale jednocześnie wspierają Pana znani politycy PiS – Beata Szydło, Przemysław Czarnek czy Małgorzata Wassermann. To kampania lokalna czy partyjna?
Jedno drugiego nie wyklucza. Ja naprawdę wyszedłem z krakowskiego samorządu. Najpierw byłem mieszkańcem zaangażowanym lokalnie, później radnym dzielnicy, potem zostałem najmłodszym radnym miasta, a następnie wiceprzewodniczącym Rady Miasta Krakowa. Teraz kandyduję na prezydenta.
Nie muszę udawać kontaktu z mieszkańcami. Ludzie sami proszą mnie o spotkania. Jeżdżę na osiedla, rozmawiam o bardzo konkretnych sprawach. Byłem wczoraj na osiedlu Kolorowym, gdzie mieszkańcy obawiają się kolejnej zabudowy w sąsiedztwie domów jednorodzinnych. Tak, jestem kandydatem Prawa i Sprawiedliwości i nie ukrywam tego. Różnica jest w tym, kto kogo wystawił. Mnie nikt nie przysłał do Krakowa — ja z tego miasta wyszedłem. Politycy przyjeżdżają do mnie, a nie ja do nich po namaszczenie. O Krakowie ma decydować krakowianin, a nie ustalenia zapadające w Warszawie.
Trnsport, targowiska, gospodarka i tereny pod przemysł
Dużo mówi Pan o aktywności. A gdyby odrzucić liczbę konferencji i spotkań – co konkretnie chce Pan położyć na stole jako swój program?
Pokazujemy kolejne elementy programu w sposób kompleksowy. Mówiliśmy o transporcie, rozwoju dróg i kolei. Mówimy również o ochronie placów targowych oraz terenów, które dzisiaj pełnią funkcje handlowe, a które w przyszłości mogą znaleźć się pod presją zabudowy mieszkaniowej.
Bardzo ważna jest dla mnie również gospodarka. Mówiłem o około 200 hektarach terenów przeznaczonych pod rozwój gospodarczy oraz o Małopolskim Pakcie Przemysłowym. Kraków nie może być miastem, które myśli wyłącznie o mieszkaniówce. Potrzebujemy miejsc pracy, inwestycji i rozwoju gospodarczego.
Staram się każdego tygodnia przedstawiać kolejne rozwiązania, a jednocześnie być w terenie. Robię wszystko, co mogę, żeby przekonać mieszkańców.
„Nie udało mi się dotrzeć do mieszkańców Bieżanowa”
W kampanii łatwo opowiadać o sukcesach. Co Pan sam uważa za swoją największą wpadkę?
Nie będę opowiadał o problemach z dźwiękiem na transmisjach, bo to nie są wpadki, tylko drobiazgi techniczne. Prawdziwa wpadka była jedna. Byłem umówiony z mieszkańcami Bieżanowa, których zalewa woda. Kalendarz tego dnia się posypał i nie dojechałem. Nie ma dla tego usprawiedliwienia — ci ludzie na mnie czekali.
Czyli przyznaje Pan, że zawiódł tych mieszkańców?
Nie uciekam od odpowiedzialności. Jeżeli się z kimś umawiam, powinienem tam być. Dlatego chcę to spotkanie nadrobić. Obiecuję, że przyjadę i zamierzam tej obietnicy dotrzymać.
Hejt i boty. „Nie wiem, kto za tym stoi”
Monika Piątkowska mówi o atakach w internecie. Pan z kolei twierdzi, że również widzi fałszywe konta wymierzone w siebie. Ma Ppan dowody, kto za nimi stoi?
Nie. I chcę to powiedzieć jasno – nie wiem, kto konkretnie za tym stoi.
Widzę natomiast na swoich profilach komentarze z kont, które wyglądają na całkowicie fałszywe. Pojawiają się profile z fałszywymi nazwiskami, zdjęciami ściągniętymi z zagranicznych stron, a następnie publikują bardzo podobne komunikaty, obrażają mnie albo próbują podważać moją wiarygodność.
Zdiagnozowaliśmy, że takich kont jest sporo.
A czy w kontekście Piątkowskiej opowieść o hejcie może być przygotowywaniem gruntu pod wytłumaczenie ewentualnej porażki.
Nie będę w to wchodził. Nie popieram hejtu- tego wymierzonego we mnie, jak i w innych kandydatów. Ostatecznie jednak wybory wygrywa się programem i pracą, a nie tym, kto głośniej opowie, że go skrzywdzono, dlatego ja skupiam się na pracy.
„Nagrywali mnie z ukrycia.”
Podobno ktoś miał Pana nagrywać z ukrycia podczas dożynek. Kandydat na prezydenta musi się chyba liczyć z tym, że jest obserwowany niemal cały czas?
Jestem osobą publiczną i mam twardą skórę. Mogą mnie nagrywać, ile chcą — jestem taki sam przy kamerze i bez kamery. Problemem nie jest kamera, tylko intencja. Jeżeli ktoś nagrywa z ukrycia po to, żeby później wyrwać fragment z kontekstu i przygotować zmanipulowany materiał, to jest to inna sytuacja niż normalna relacja z wydarzenia.
W tym przypadku nagrano mnie m.in. podczas przypadkowej rozmowy z kontrkandydatami w czasie dożynek w Podgórzu. I co z tego? Moim zdaniem dobrze świadczy o wszystkich uczestnikach takiej rozmowy, że poza kamerami potrafimy ze sobą normalnie usiąść i rozmawiać. Jesteśmy przeciwnikami politycznymi, ale nie musimy się nienawidzić.
Ostatnia prosta. „Słyszę o przygotowywaniu haków”
Przed nami ostatnie dni kampanii. Spodziewa się Pan jeszcze mocnych uderzeń?
Docierają do mnie informacje, że niektórzy mogą próbować wyciągać różnego rodzaju „haki”, również informacje nieprawdziwe czy zmanipulowane. Mam jednak nadzieję, że kampania będzie czysta.
Apeluję jednak do wszystkich sztabów: nie idźmy tą drogą. Kłamstwa i manipulacje zatruwają życie publiczne. Mamy przed sobą debaty i to właśnie tam powinniśmy się spierać.
Niech mieszkańcy porównują programy, przygotowanie kandydatów i to, jak odpowiadamy na trudne pytania.
Czyli zamiast wojny na teczki – seria debat?
Tego bym chciał. Czeka nas kilka ważnych spotkań i debat, m.in. rozmowa u Bogdana Rymanowskiego oraz kolejne wydarzenia organizowane już w Krakowie. Będą okazje, żeby kandydaci stanęli obok siebie i pokazali, kto jest przygotowany.
Ja nie zamierzam takich debat unikać.
„Walczę o zwycięstwo”
Na koniec najprostsze pytanie. O co Pan dziś realnie walczy? O dobry wynik PiS, wejście do drugiej tury czy rzeczywiście o prezydenturę?
O zwycięstwo. Od początku tak do tego podchodzę.
Nie startuję po to, żeby tylko zrobić wynik albo zaznaczyć obecność swojego środowiska. Chcę wejść do drugiej tury i walczyć o urząd prezydenta Krakowa.
To miasto jest moim domem. Tutaj się wychowałem, tutaj założyłem rodzinę, tutaj przez lata pracowałem w samorządzie. Dlatego chcę wziąć za Kraków odpowiedzialność.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.



