Organizacja majowego referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa oraz Rady Miasta może pochłonąć około 4 mln zł – takie dane przekazał we wtorek, 14 kwietnia, magistrat. Prezydent Aleksander Miszalski poinformował, że miasto jest obecnie na etapie zabezpieczania funduszy na ten cel. Wyraził przy tym nadzieję, że radni zatwierdzą niezbędne przesunięcia w budżecie podczas najbliższej sesji.
Głosowanie, zaplanowane na 24 maja, odbędzie się w ponad 400 stałych obwodach na terenie całego miasta, a także w punktach specjalnych, takich jak szpitale czy domy opieki. Zgodnie z obowiązującym prawem, koszt całego przedsięwzięcia musi pokryć samorząd. Aleksander Miszalski, komentując wydatki, zaapelował do mieszkańców o ocenę zasadności tej inicjatywy, przypominając, że od wyborów minęły zaledwie dwa lata.
Aby referendum było wiążące, musi zostać spełniony rygorystyczny wymóg frekwencyjny. W przypadku próby odwołania prezydenta do urn musi pójść co najmniej 158 555 krakowian. Jeszcze wyżej zawieszona jest poprzeczka dla odwołania Rady Miasta – tutaj wymagana liczba uczestników to blisko 180 tys. osób. Prezydent Miszalski nie ukrywa, że liczy na niską frekwencję, co oznaczałoby utrzymanie obecnego mandatu.
Inicjatorzy odwołania włodarza wyliczają długą listę zarzutów: od rosnącego zadłużenia miasta i podwyżek cen biletów, po kontrowersje wokół Strefy Czystego Transportu i płatnego parkowania w niedziele. W odpowiedzi na krytykę, prezydent w ostatnich miesiącach wprowadził szereg korekt, w tym obniżki wynagrodzeń w radach nadzorczych spółek miejskich oraz zapowiedzi redukcji etatów w urzędzie. Podkreśla przy tym, że wiele problemów, jak wysokie premie w spółkach, jest spuścizną po poprzedniej administracji.
***Dziękujemy, że przeczytałeś nasz artykuł do końca. W Kurierze Krakowskim każdego dnia piszemy o najważniejszych wydarzeniach z Krakowa i Małopolski.
Bądź na bieżąco! Obserwuj, komentuj i udostępniaj. Odwiedź nas także na Facebooku i YouTubie.
Masz temat? Napisz do nas: kontakt@kk24.info



