Początek małopolskich ferii zimowych upłynął pod znakiem gigantycznych utrudnień na kluczowej arterii prowadzącej w Tatry. W niedzielę, 1 lutego, setki zdesperowanych mieszkańców Krakowa oraz gmin Mogilany, Siepraw, Myślenice, Świątniki Górne i Wieliczka wyszły na przejście dla pieszych w miejscowości Gaj.
Mimo siarczystego mrozu sięgającego minus 12 stopni Celsjusza, około 300 osób przez dwie godziny blokowało ruch, protestując przeciwko wszystkim zaproponowanym wariantom przebiegu nowej trasy S7. Akcja spowodowała wielokilometrowe korki w obu kierunkach, uderzając w turystów rozpoczynających wypoczynek oraz tych wracających z zimowej stolicy Polski.
Protestujący, zjednoczeni pod szyldem komitetu „Gmina Mogilany przeciwko S7”, argumentują, że przedstawione przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad rozwiązania są archaiczne i nie rozwiązują problemów komunikacyjnych aglomeracji. Przedstawiciele mieszkańców podkreślają, że wyznaczenie korytarza w gęsto zabudowanym terenie południa Krakowa jest błędem projektowym, a brak rezerw terenowych ze strony Skarbu Państwa doprowadzi do bolesnych wywłaszczeń.
Szczególne kontrowersje budzi fakt, że wiele rodzin w regionie może zostać wywłaszczonych po raz kolejny – wcześniej oddawali ziemię pod budowę zbiornika w Dobczycach lub obecną drogę krajową. Mieszkańcy zarzucają inwestorowi brak transparentności i nierzetelne analizy wielokryterialne, które zawęziły obszar poszukiwań trasy do jednego, najbardziej konfliktowego korytarza. Dodatkowym punktem zapalnym jest łącznik z Beskidzką Drogą Integracyjną S52, który również budzi silny opór lokalnej społeczności ze względu na planowane wyburzenia.
Mieszkańcy zapowiadają, że ich determinacja nie słabnie i zamierzają blokować zakopiankę cyklicznie, co dwa tygodnie, aż do skutku. Oskarżają GDDKiA o celowe próby skłócenia poszczególnych samorządów, co w ich ocenie ma ułatwić przeforsowanie niekorzystnego wariantu modernizacyjnego. Podczas gdy władze niektórych gmin wschodnich podpisały porozumienie popierające wariant w Mogilanach, lokalne stowarzyszenia odcinają się od tych decyzji, tworząc wspólny front przeciwko dzieleniu ich małych ojczyzn kolejnymi trasami ekspresowymi.
Fot. Grzegorz Jania



