W Urzędzie Miasta Krakowa doszło dziś do incydentu polegającego na rozpylaniu drażniącej substancji na dzienniku podawczym, w efekcie którego narażeni zostali pracownicy urzędu oraz mieszkańcy załatwiający sprawy.
Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski w opublikowanym wpisie na Facebooku poinformował, że poszkodowane urzędniczki skarżą się na podrażnienia błon śluzowych.
-To kolejne przekroczenie granicy. Krytyka władz miasta, nawet najostrzejsza, jest elementem demokracji. Ale atak na urzędników i mieszkańców, którzy przyszli do magistratu, nie ma nic wspólnego z debatą publiczną. To forma agresji — napisał prezydent.
Miszalski dodał, że sprawa została zgłoszona służbom i podkreślił priorytet bezpieczeństwa: –Nie pozwolę, by pracownicy Urzędu Miasta byli zastraszani i narażani w imię politycznych interesów. Sprawa została zgłoszona służbom, a bezpieczeństwo osób przebywających w urzędzie jest i pozostanie dla mnie absolutnym priorytetem.
Wpis przypomina również o wcześniejszych zagrożeniach kierowanych pod adresem prezydenta: –W ostatnich dniach poinformowałem Was o groźbach śmierci, które dostaję. Apelowałem do wszystkich stron sporu politycznego o panowanie nad emocjami i troskę o dialog. Niestety jak widać liczy się jedynie władza.
Policja oraz służby porządkowe prowadzą czynności wyjaśniające, a Urząd Miasta wprowadził dodatkowe procedury bezpieczeństwa dla interesantów i pracowników. Sprawa może mieć dalsze konsekwencje prawne i administracyjne; w śledztwie kluczowe będą ustalenia służb oraz monitoring z miejsca zdarzenia.


