Wydarzenia ostatniego tygodnia poruszały opinię publiczną bardziej niż można się było tego spodziewać przed majowym weekendem. Po pierwsze koalicja Tuska przetrwała kryzys i obroniła dwie wyjątkowo nieudane „ministerki” czy „ministry” (one chcą, żeby je tak nazywać), co do których dalszego urzędowania miała wątpliwości nawet część posłów obozu rządowego. Gdyby któraś z nich została odwołana, oznaczałoby to utratę większości przez koalicję i mogło skutkować przyspieszonymi wyborami. Niektórzy komentatorzy nadal podejrzewają, że Tusk chce doprowadzić do wyborów już tej jesieni, ponieważ obawia się, że przez rok straci obecną przewagę.
Tak więc w resortach zdrowia i ochrony środowiska nic się nie zmieni, raczej należy spodziewać się pogorszenia. Tymczasem wydarzeniem, które poruszyło polskie media był wywiad, jakiego premier Tusk udzielił jednemu z brytyjskich dzienników. Ku zaskoczeniu dziennikarzy Tusk ostrzegł, że atak Rosji na Polskę może nastąpić nawet w perspektywie kilku najbliższych miesięcy. Czy rzeczywiście Rosja może zaatakować NATO? A przynajmniej czy może zaatakować Polskę, co spowodowałoby reakcję Stanów Zjednoczonych i zapewne także innych państw sojuszu? Należy obawiać się rozmaitych ataków tzw. hybrydowych, rozmaitych prowokacji, można nawet przewidywać zagrożenie dla Łotwy czy Estonii. Ale atak na Polskę? Skąd Tusk ma takie wiadomości? A przy okazji dlaczego powątpiewał w zdolności obronne NATO, sugerując, że Amerykanie nie są już tak pewnym sojusznikiem jak dawniej? Nic dziwnego, że na Zachodzie Europy nikt się fantazjami Tuska nie przejął, natomiast Amerykanie poczuli się urażeni – i słusznie. Stany Zjednoczone są najpewniejszym gwarantem bezpieczeństwa Polski, utrzymują tu ponad 9 tysięcy żołnierzy, a równocześnie mają armię silniejszą niż wszystkie kraje europejskie razem wzięte. Wmawiać Polakom, że Stany Zjednoczone nie są pewnym sojusznikiem w ramach NATO, to niebezpieczna głupota, która może skutkować skłonnością do kapitulacji w razie rzeczywistego zagrożenia.
W końcu zeszłego tygodnia weszła w życie umowa z państwami Mercosur, która oznacza, że do Polski trafi tańsze, ale gorszej jakości mięso (zresztą okaże się czy tańsze), a także inne produkty, jak nabiał czy cukier. Zagrożenie dla polskiego, ale także europejskiego rolnictwa jest oczywiste, ale brukselska eurokracja, która myśli o przejęciu władzy nad jednym, europejskim państwem, chętnie doprowadzi do zaniku zawodu rolnika, który zwykle jest bardziej konserwatywny i przywiązany do własnej ojczyzny, niż mieszkaniec miasta.
Warto też odnotować powstanie w Prawie i Sprawiedliwości dwóch konkurencyjnych stowarzyszeń, różniących się strategią działania przed najbliższymi wyborami parlamentarnymi. Pierwsze z nich, założone przez Mateusza Morawieckiego, stawia na gospodarczy rozwój, dobrobyt obywateli i gospodarczą suwerenność Polski. Stowarzyszenie byłego premiera opowiada się za pozyskiwaniem elektoratu tworzącego centrum sceny politycznej, w tym mieszkańców miast i młodzieży. Drugie, którego liderem został były minister Jacek Sasin, opowiada się za skrętem na prawo i odzyskiwaniem wyborców, którzy odeszli do Mentzena i Brauna. Oba stowarzyszenia tworzą dwa skrzydła partii, dobrze się uzupełniają i powinny pracować dla wspólnego zwycięstwa. Prorządowe media starają się doprowadzić do wewnętrznego konfliktu, który służyłby obozowi Tuska. Do takiego konfliktu nie wolno dopuścić.
Ryszard Terlecki



