Krakowskie referendum odbyło się i okazało skuteczne. Prezydent Miszalski został odwołany, Tusk powołał komisarza, który ma trzy miesiące na przygotowanie wyborów, które powinny odbyć się w drugiej połowie sierpnia. Platforma, której ważnym działaczem był Miszalski, zamierza wystawić kolejną partyjną aktywistkę, która w przeszłości zaliczyła już SLD, PSL i Polskę 2050. To kandydowanie wcale jednak nie wydaje się pewne. Dlaczego? Bo w Krakowie szykuje się wyborczy przekręt, który równocześnie ma przetestować zabezpieczenie Platformy przez podobnymi zdarzeniami w innych miastach.
Na czym ten przekręt ma polegać? Pewien niegdysiejszy działacz „Solidarności”, a dziś podobno działacz zapomnianego już nieco KOD-u (kto jeszcze pamięta wyczyny Komitetu Obrony Demokracji i jego zapobiegliwego lidera?), złożył protest referendalny z którego ma wynikać, że wynik referendum należy zakwestionować. Protest został oddalony przez Sąd Okręgowy 17 czerwca, autor protestu czeka jednak na uzasadnienie, a wtedy będzie mógł złożyć zażalenie, które trafi do Sądu Apelacyjnego. Ten sąd będzie miał 30 dni na rozpatrzenie skargi i będzie mógł zwrócić ją do ponownego rozpatrzenia, które znów może potrwać 30 kolejnych dni. Stosując do tego różne kruczki prawne, np. błędy formalne we wnioskach, które mogą skutkować odesłaniem ich do naprawienia, czas na przeprowadzenie wyborów znacznie się wydłuży i może przeciągnąć się nawet do przyszłego roku.
Oczywiście nie można podejrzewać nieskazitelnie niezawisłych sądów, że będą działać na rzecz jednej partii, może się jednak zdarzyć, że sądowe rozstrzygnięcia okażą się akurat dla tej partii bardzo korzystne. Po pierwsze dlatego, że mieszkańcy Krakowa zdążą zapomnieć o błędach Miszalskiego i będą gotowi oddać swoje głosy na jego partyjną towarzyszkę. Po drugie Platforma ma nadzieję, że ucichnie afera związana ze Szpitalem Południowym w Warszawie. Warto zauważyć, że rozliczanie tej sprawy postępuje bardzo opornie, o czym świadczy fakt, że prokuratura nie przesłuchała podejrzanego, a podobno także nie zabezpieczyła dowodów, natomiast bardzo gorliwie wzięła się za przesłuchiwanie lekarza, który poinformował opinię publiczną o szpitalnym skandalu. Tusk ma nadzieję, że jeżeli minie jeszcze trochę czasu, to afera znudzi się mediom oraz publiczności i uda się ją wyciszyć, tak jak wyciszono aferę pedofilską w Kłodzku. Obie afery są o tyle podobne, że ich bohaterami są działacze Platformy lub osoby blisko z tą partią związane.
Dziś Platforma obawia się, że wybory w Krakowie przegra, tym bardziej że jej kandydatka będzie mieć dwóch poważnych konkurentów: Łukasza Gibałę i Michała Drewnickiego. Gdyby Platforma wyborów nie wygrała, zagrożone będą posady wielu jej członków i klientów, a także rozmaite interesy prawdziwej ośmiornicy, która od lat oplata miasto, korzystając z bezkarności oraz bezradności instytucji polskiego państwa. W perspektywie prawdopodobnej przegranej każdy miesiąc trwania obecnego układu, to realne i przeliczalne korzyści.
Czy więc doczekamy się wyborów w Krakowie, teraz już najwcześniej we wrześniu czy październiku, czy też będziemy zwodzeni przez kolejne miesiące, aż okaże się, że jednak referendum nie było ważne i Platforma władzy nie odda? Biedny jest Kraków, trochę jednak na własne życzenie, skoro głosuje na ludzi, którzy przynoszą miastu więcej szkody niż pożytku.
Ryszard Terlecki



