Kryminalni z Wieliczki przerwali serię włamań, do których dochodziło w sanktuarium franciszkanów. 36-letni mieszkaniec gminy, który za cel obrał sobie kościelne skarbonki, wpadł w ręce mundurowych we własnym domu. Za kradzieże z włamaniem grozi mu teraz długa odsiadka.
Trzy włamania w jeden miesiąc
Proceder uprawiany przez 36-latka trwał niespełna miesiąc. Złodziej uderzył w świątyni przy ul. Kosiby trzykrotnie – pierwszy raz pod koniec stycznia, a ostatni raz 20 lutego. Metoda działania była za każdym razem podobna: sprawca siłowo otwierał skarbonki, w których wierni zostawiali datki.
Wstępne wyliczenia śledczych wskazują, że łupem rabusia padło co najmniej 3000 złotych. Choć suma ta może wydawać się relatywnie niewielka, to kwalifikacja czynu jako kradzież z włamaniem znacząco podnosi wymiar kary.
Szybka akcja kryminalnych
Sprawą zajęli się specjaliści z Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji w Wieliczce. Dzięki pracy operacyjnej i zebranym śladom, funkcjonariusze szybko wytypowali podejrzanego. Okazał się nim 36-letni mieszkaniec gminy Wieliczka, znany lokalnej policji.
Zatrzymanie przebiegło sprawnie – mundurowi zaskoczyli mężczyznę w jego własnym mieszkaniu. Po doprowadzeniu do komendy, usłyszał on łącznie trzy zarzuty kradzieży z włamaniem.
Surowe konsekwencje za atak na świątynię
Policja podkreśla, że kradzież z włamaniem to przestępstwo zagrożone surową karą. Zgodnie z polskim Kodeksem karnym, sprawcy grozi teraz od roku do dziesięciu lat pozbawienia wolności.



