To był mecz, który kibice „Białej Gwiazdy” zapamiętają na długo. Choć tabela wskazywała na łatwe zwycięstwo lidera, starcie z przedostatnim w stawce Górnikiem Łęczna dostarczyło emocji, jakich mało kto się spodziewał. Wisła Kraków dwukrotnie musiała odrabiać straty, by ostatecznie pokonać gości 3:2 i umocnić się na szczycie I ligi.
Początek spotkania był prawdziwym szokiem dla ponad 23 tysięcy widzów zgromadzonych na stadionie. Górnik Łęczna potrzebował zaledwie dwóch podań, by rozmontować defensywę gospodarzy – Branislav Spacil minął Darijo Grujcicia i otworzył wynik meczu. Wisła odpowiedziała jednak w sposób spektakularny: Frederico Duarte huknął z blisko 30 metrów, nie dając szans bramkarzowi gości. Radość w Krakowie nie trwała długo, bo po serii błędów w kryciu Mateusz Hołownia ponownie wyprowadził Górnika na prowadzenie.
Końcówka pierwszej połowy należała już do podopiecznych Mariusza Jopa. Sygnał do ataku dał Marko Bozić, wykorzystując niepewną interwencję Łukasza Budziłka. Jeszcze przed gwizdkiem na przerwę stadion oszalał z radości po precyzyjnym strzale Juliusa Ertlthalera, który wyprowadził krakowian na prowadzenie 3:2. Jak się później okazało, był to gol na wagę trzech punktów.
Druga połowa była zdecydowanie spokojniejsza, choć nie brakowało nerwowości. Wisła kontrolowała przebieg gry, ale nie potrafiła zdobyć bramki pieczętującej zwycięstwo. Najgorszą wiadomością dla fanów gospodarzy była sytuacja z 90. minuty, gdy z powodu urazu barku boisko musiał opuścić Angel Rodado. Mimo niepokoju o zdrowie swojego gwiazdora, Wisła utrzymała przewagę i zachowała dziewięciopunktowy dystans nad drugim w tabeli Śląskiem Wrocław, robiąc milowy krok w stronę awansu.
fot. Igor Zadęcki/Arena Akcji
***Dziękujemy, że przeczytałeś nasz artykuł do końca. W Kurierze Krakowskim każdego dnia piszemy o najważniejszych wydarzeniach z Krakowa i Małopolski.
Bądź na bieżąco! Obserwuj, komentuj i udostępniaj. Odwiedź nas także na Facebooku i YouTubie.
Masz temat? Napisz do nas: kontakt@kk24.info




