O sytuacji w Grupie Azoty, możliwej kontroli poselskiej, planach kolejowych dla subregionu tarnowskiego, referendum w Tarnowie oraz sporze wokół decyzji prezydenta Karola Nawrockiego rozmawiamy z posłem Prawa i Sprawiedliwości Wiesławem Krajewskim.
Panie pośle, w Grupie Azoty mamy pogotowie strajkowe. Jak Pan ocenia sytuację w tarnowskiej spółce?
Zachowanie władz Grupy Azoty wybrzmiało już wcześniej podczas posiedzenia sejmowej Komisji do spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych, w którym uczestniczył również prezes Celejewski. Można było wtedy usłyszeć, w jaki sposób wypowiadał się o Tarnowie. Zapewniał, że nie będzie żadnych zwolnień, a teraz okazuje się, że pewne ruchy zaczęły się pojawiać. W tym tygodniu chcę jak najszybciej rozeznać tę sprawę w rozmowach z pracownikami i związkami zawodowymi. Chcę poznać szczegóły tego pogotowia strajkowego i realną sytuację w zakładzie.
Czy to oznacza, że można spodziewać się kontroli poselskiej Wiesława Krajewskiego w tarnowskiej siedzibie Grupy Azoty?
Jeszcze tego nie potwierdzam, ale takiej sytuacji nie wykluczam.
Jakie ma Pan konkretne oczekiwania wobec władz Grupy Azoty, czyli strategicznego przedsiębiorstwa i jednego z najważniejszych pracodawców w Tarnowie oraz regionie?
Oczekuję rzetelnej i uczciwej informacji. Temat strategii Grupy Azoty był podnoszony w marcu na posiedzeniu sejmowej komisji. Już wtedy kilka rzeczy mnie zaniepokoiło i prosiłem o skonkretyzowanie założeń. W odpowiedzi słyszałem ogólniki, rozmywanie tematów i puste słowa. Teraz pojawiają się informacje o procesie likwidacji Polskiego Konsorcjum Chemicznego i zwolnieniach wykwalifikowanych pracowników, projektantów, kosztem jednej ze spółek Grupy Azoty w Puławach. To budzi poważny niepokój.
Czy Pana zdaniem takie działania mogą być wstępem do tego, czego część osób w Tarnowie obawia się najbardziej, czyli wyprowadzenia zarządu i siedziby głównej Grupy Azoty z Tarnowa do Warszawy?
Mam wrażenie, że pan prezes ma jakąś obsesję na punkcie Tarnowa. Obawiam się, że różne ruchy mogą być prowadzone właśnie z takim kompleksem wobec siedziby Grupy Azoty w Tarnowie. Przypomnę, że w ramach Grupy Azoty funkcjonują cztery główne zakłady w Polsce: Kędzierzyn-Koźle, Police, Puławy i Tarnów. Wiele lat temu, przy konsolidacji, podjęto decyzję, że siedziba Grupy Azoty będzie w Tarnowie. Wypowiadałem się już wcześniej na temat skandalicznych słów prezesa. Wydawało się, że po chwili wyciszenia sytuacja się uspokoi, a teraz widzimy kolejny atak na Grupę Azoty w Tarnowie.
Zmieńmy temat. Rząd przedstawił plany modernizacji i budowy linii kolejowych na kolejne dekady. Dla Tarnowa pojawiła się informacja o połączeniu z Buskiem-Zdrojem, ale według założeń pociąg miałby nadrabiać kilkadziesiąt kilometrów i jechać w kierunku Bochni. Jak Pan to ocenia?
Jeśli chodzi o te plany i koncepcje, to widzę tu podobny mechanizm jak w przypadku wypowiedzi władz Grupy Azoty – mydlenie oczu. Od dłuższego czasu wywołuję presję w tej sprawie, także wspólnie z innymi osobami. Mam tu na myśli również byłego pełnomocnika Centralnego Portu Komunikacyjnego, wiceministra Marcina Horałę, z którym mieliśmy w Tarnowie konferencję prasową dotyczącą siódmej szprychy. Ta presja najwyraźniej jest zauważalna w Ministerstwie Infrastruktury, ale proponowane rozwiązanie oceniam jako niepoważne.
Co w takim razie powinno zostać zrobione?
Uważam, że trzeba prowadzić inwestycję możliwie prostą linią. Wystarczy przeprowadzić proces inwestycyjny w takim kierunku, aby wybudować połączenie w rejonie Nowego Korczyna i Borusowej, obok obecnego mostu. Nie chcę wskazywać dokładnego przebiegu, bo od tego są fachowcy i inżynierowie. Prace środowiskowe były już prowadzone wtedy, gdy pełnomocnikiem był minister Marcin Horała. Natomiast pomysł jazdy przez Bochnię brzmi tak, że jeśli już przez Bochnię, to można by zapytać, dlaczego nie przez Kraków. Dla mnie to jest lanie wody po to, żeby na jakiś czas uspokoić mieszkańców naszego regionu.
W Tarnowie trwa dyskusja o ewentualnym referendum dotyczącym odwołania prezydenta Jakuba Kwaśnego. Czy jako jeden z czołowych polityków PiS w regionie poprze Pan albo włączy się w zbiórkę podpisów?
Na tym etapie nie będę się do tego tematu odnosił. Jestem mieszkańcem Dąbrowy Tarnowskiej, choć oczywiście leży mi na sercu cały region tarnowski, włącznie z Tarnowem jako stolicą subregionu. O tym, czy taka inicjatywa zostanie podjęta, powinni zdecydować mieszkańcy Tarnowa. Dopiero wtedy rozważę, czy jako środowisko Prawa i Sprawiedliwości odniesiemy się do tej sytuacji. Na dzisiaj jest dużo słów, a niewiele czynu. Poczekajmy na ostateczne decyzje, ewentualne powołanie komitetu referendalnego i konkretne działania.
Na koniec polityka krajowa. Po decyzji prezydenta Karola Nawrockiego dotyczącej odebrania Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu w Polsce wybuchła dyskusja. Jest Pan po stronie tych, którzy mówią, że Polska wreszcie wstaje z kolan, a może tych, którzy twierdzą, że Polska wstała z kolan i wywróciła się na głowę?
Jestem bliżej tej pierwszej oceny. Przede wszystkim Polska i Polacy powinni się szanować. Dziś reprezentantem całego narodu i państwa jest głowa państwa, czyli prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki. Skoro podjął taką decyzję, trzeba ją uszanować. Mamy bardzo bolesne karty zapisane w historii, z okresu drugiej wojny światowej i tuż po niej. Uważam, że prezydent Zełenski mógł powstrzymać się od prowokacyjnych działań, w tym od nazywania bohaterów UPA jedną z armii. Szanuję decyzję prezydenta Nawrockiego i uważam, że Polsce należy się szacunek.
Podkreśla Pan, że Polska pomaga Ukrainie od początku rosyjskiej agresji.
Tak. Od 2022 roku Polska i Polacy udzielili Ukrainie ogromnej pomocy – militarnej, państwowej, ale też prywatnej. Mieszkańcy przyjmowali pod dach kobiety, dzieci, osoby starsze i chore. Dlatego to, co zrobił prezydent Ukrainy, nie sprzyja normalnym relacjom. Po stronie ukraińskiej powinna nastąpić poważna refleksja, tym bardziej że Polska nadal uczestniczy w pomocy militarnej, aby Ukraina pozostała państwem niepodległym i suwerennym.
Patrząc politycznie, czy ten spór może wzmacniać PiS, Konfederację i środowisko Grzegorza Brauna, skoro wielu wyborców popiera twardszą postawę wobec Ukrainy?
Donald Tusk wielokrotnie pokazywał, że nie potrafi budować jednolitego działania państwa polskiego. Uważam, że w takiej sprawie Polska powinna być jedną pięścią w polityce międzynarodowej, szczególnie gdy chodzi o szacunek, godność Polski i Polaków. Premier nie powinien stawać w roli arbitra, ale jednoznacznie po stronie polskiej. Tym bardziej że decyzja o odebraniu odznaczenia wymaga kontrasygnaty rządu. Znając Donalda Tuska i jego sposób działania w sprawach międzynarodowych, oceniam to jako kolejne niegodne zachowanie szefa polskiego rządu.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.
Dziękujemy, że przeczytałeś nasz artykuł do końca. W Kurierze Krakowskim każdego dnia piszemy o najważniejszych wydarzeniach z Krakowa i Małopolski.
Bądź na bieżąco! Obserwuj, komentuj i udostępniaj. Odwiedź nas także na Facebooku i YouTubie.
Masz temat? Napisz do nas: kontakt@kk24.info


