Wisła Kraków po czterech latach przerwy wróciła do Ekstraklasy i rozpoczęła sezon od zwycięstwa 2:1 nad GKS-em Katowice. Wynik daje „Białej Gwieździe” trzy punkty, ale przebieg spotkania pokazał również, że zespół Mariusza Jopa ma jeszcze nad czym pracować – szczególnie po słabej pierwszej połowie i błędzie, który niepotrzebnie przywrócił rywala do gry.
Łubik ratował Wisłę na początku spotkania
To GKS Katowice stworzył pierwsze poważne zagrożenie. W siódmej minucie po przechwycie w środku pola strzelał Bartosz Nowak, ale Marcel Łubik odbił piłkę na rzut rożny. Dwie minuty później bramkarz Wisły ponownie uratował gospodarzy, broniąc próbę Emana Markovicia w sytuacji sam na sam. Krakowianie długo nie potrafili odpowiedzieć równie konkretną akcją. Dopiero w dwudziestej ósmej minucie Frederico Duarte po wymianie podań z Raoulem Gigerem oddał mocny strzał, który Gabriel Kobylak skierował poza bramkę. Portugalczyk był blisko gola również przed przerwą, lecz jego uderzenie z ostrego kąta zatrzymało się na słupku. Pierwsza część była zamknięta i taktyczna, a Wisła nie wykorzystała atmosfery pełnego stadionu do wyraźnego narzucenia własnych warunków.
Cztery minuty dały Wiśle przewagę
Po zmianie stron gospodarze zaczęli grać odważniej i szybko przełożyli przewagę na wynik. W pięćdziesiątej czwartej minucie Marcin Wasilewski nieprzepisowo zatrzymał Alana Urygę po dośrodkowaniu Frederico Duarte. Sędzia wskazał na jedenasty metr, a Marko Božić pewnie wykorzystał rzut karny, choć Gabriel Kobylak wyczuł kierunek strzału. Cztery minuty później Wisła prowadziła już 2:0. Raul Giger dośrodkował w pole karne, a Jordi Sanchez strzałem głową z kilku metrów pokonał bramkarza GKS-u. Napastnik ponownie trafił do siatki po kolejnych czterech minutach, jednak po długiej analizie arbiter Łukasz Kuźma nie uznał bramki.
Błąd Urygi skomplikował spokojną końcówkę
Przy dwubramkowym prowadzeniu Wisła próbowała kontrolować tempo, a GKS przez dłuższy czas nie potrafił stworzyć większego zagrożenia. Krakowianie sami jednak doprowadzili do nerwowej końcówki. W siedemdziesiątej dziewiątej minucie Alan Uryga nie wybił piłki we własnym polu karnym, choć miał możliwość przerwania akcji. Futbolówka trafiła do Szymona Bartlewicza, który zdobył kontaktową bramkę. Ten prosty błąd sprawił, że zamiast spokojnie zamknąć spotkanie, gospodarze musieli do ostatniego gwizdka pilnować minimalnej przewagi. GKS nie wypracował już klarownej okazji do wyrównania, ale Wisła na własne życzenie odebrała sobie komfort w końcowych minutach.
Trzy punkty przy komplecie publiczności
Powrót „Białej Gwiazdy” do najwyższej klasy rozgrywkowej oglądał komplet widzów przy ulicy Reymonta. Przed pierwszym gwizdkiem kibice Wisły zaprezentowali oprawę obejmującą dwie trybuny, a spotkaniu od początku towarzyszył głośny doping. Na boisku gospodarze pokazali lepszą twarz po przerwie, lecz inauguracyjne zwycięstwo nie powinno przesłonić problemów widocznych wcześniej. Wisła wygrała 2:1, choć w pierwszych minutach potrzebowała interwencji Łubika, a w końcówce omal nie skomplikowała meczu przez własny błąd.
Fot. Igor Zadęcki/Arena Akcji




