Starsze osoby, stare domy, niska cena „na start” i presja czasu – dokładnie tak działa schemat oszustwa, który znów pojawił się w Małopolsce. Po głośnym przypadku z gminy Bochnia, gdzie seniorka straciła blisko 10 tysięcy złotych na rzekomej wymianie rynien, bardzo podobna sytuacja wydarzyła się w Krakowie, w rejonie Prokocimia i Bieżanowa.
Jak wynika z informacji przekazanych „Kurierowi Krakowskiemu” przez świadka zdarzenia, kilka dni temu nieznani mężczyźni pojawili się na jednej z posesji w południowej części Krakowa. Ofiarami padli rodzice naszego rozmówcy – starsze osoby, mieszkające w domu jednorodzinnym. Sprawcy – Ukraińcy – weszli na posesję bez zapowiedzi, twierdząc, że „zostały im rynny z poprzedniego montażu” i mogą je wymienić wyjątkowo tanio – za 300 zł.
Dopiero po rozpoczęciu prac okazało się, że podana kwota nie dotyczy całej usługi, lecz… jednego metra bieżącego. Rynny zostały zamontowane błyskawicznie, a właściciele domu postawieni przed faktem dokonanym. Wtedy zaczęła się presja na natychmiastową wypłatę pieniędzy. Gdy ojciec jednego z poszkodowanych zadzwonił po pomoc do syna, sprawcy nagle opuścili posesję, zostawiając numer telefonu „na wypadek, gdyby mieli wrócić po resztę pieniędzy”.
Sytuacja zakończyła się dopiero po telefonie na numer alarmowy 112. Sprawa została zgłoszona jako próba wyłudzenia, a numer telefonu przekazany służbom. Jak relacjonuje świadek, gdy oszuści zostali poinformowani, że sprawa trafiła na policję, temat natychmiast „zniknął”.
Ten przypadek łudząco przypomina historię z gminy Bochnia z 5 grudnia, opisywaną wcześniej przez media. Wówczas do starszej mieszkanki przyjechali nieznani mężczyźni, którzy przekonali ją, że jej rynny są nieszczelne i wymagają pilnej wymiany. Ustalono stawkę 150 zł za metr bieżący, jednak po godzinie prac kobieta usłyszała, że wymieniono aż 38 metrów rynien, a do zapłaty jest 8000 zł plus kolejne 2000 zł „za robociznę”. Pod presją oddała niemal 10 tysięcy złotych.
Zarówno przypadek z Bochni, jak i świeża sytuacja z Krakowa pokazują, że oszuści działają według identycznego schematu: obserwują starsze domy, typują osoby w podeszłym wieku, proponują „okazyjną cenę”, szybko wykonują prace, a następnie żądają wielokrotnie wyższej zapłaty. Często działają pod presją czasu, strasząc konsekwencjami technicznymi lub „koniecznością natychmiastowej wymiany”.
Jak ostrzegają mieszkańcy, wszystko wskazuje na to, że osoby stosujące ten schemat przenoszą się coraz bliżej Krakowa i mogą próbować działać w kolejnych dzielnicach.



