Kraków znów stał się areną politycznej awantury, w której hasło „referendum” ma przykryć brak pomysłu, odpowiedzialności i elementarnej uczciwości wobec mieszkańców. Po zaledwie półtora roku urzędowania prezydenta Aleksandra Miszalskiego część środowisk postanowiła sięgnąć po najcięższą artylerię samorządowej demokracji. Nie dlatego, że w mieście doszło do patologii, przestępstw czy rażącego łamania prawa. Nie dlatego, że Kraków się wali. Sięgają po referendum, bo nie pogodzili się z wynikiem wyborów.
Powiedzmy to wprost: referendum nie jest narzędziem do odreagowywania przegranej. Nie służy temu, by „poprawić” decyzję krakowian sprzed kilkunastu miesięcy. Wybory były uczciwe, ich wynik nie był kwestionowany, a mieszkańcy jasno wskazali, komu powierzają stery miasta. Próba ich odwracania bocznymi drzwiami to nie demokracja – to jej parodia.
Prezydent Miszalski nie rządzi dekadę. Rządzi półtora roku. To okres, w którym reformy się zaczyna, a nie rozlicza z finalnych efektów. Każdy, kto uczciwie podchodzi do zarządzania miastem, wie, że realne zmiany w tak skomplikowanym organizmie jak Kraków wymagają czasu, stabilności i spokoju. Referendum w tym momencie nie jest „kontrolą władzy”. Jest aktem czystej destrukcji.
Najbardziej uderza jednak kompletna pustka po stronie inicjatorów. Jeśli odwołamy prezydenta – co dalej? Jaki plan? Jaka wizja? Jakie rozwiązania dla transportu, mieszkalnictwa, jakości powietrza, usług publicznych? Odpowiedzi nie ma. Jest za to hałas, manipulacja i granie na emocjach. Tak nie zachowują się liderzy. Tak zachowują się polityczni wichrzyciele, dla których miasto jest tylko narzędziem do realizacji własnych ambicji – często bardziej biznesowych niż publicznych.
Nie łudźmy się też skalą poparcia dla tej inicjatywy. Media społecznościowe potrafią stworzyć iluzję masowego buntu, ale to iluzja. Głośna, agresywna mniejszość nie jest Krakowem. Kraków to setki tysięcy mieszkańców, którzy chcą normalności, przewidywalności i pracy u podstaw, a nie nieustannej kampanii wyborczej w przebraniu „oddolnego ruchu”.
Jako polityk nie mogę milczeć. Odpowiedzialność polega także na tym, by powiedzieć „stop” taniej propagandzie i populizmowi. Apeluję do mieszkańców Krakowa: nie podpisujcie się pod tą inicjatywą. Nie dlatego, że władza nie może być krytykowana. Może i powinna. Ale krytyka to nie chaos, a demokracja to nie permanentne podważanie werdyktu wyborców.
Kraków zasługuje na spokój, pracę i rozwój. Nie na polityczne eksperymenty i referendum bez sensu. Jeśli ktoś naprawdę kocha to miasto, nie będzie go wciągał w spiralę destabilizacji tylko dlatego, że nie wygrał wyborów.
Łukasz Krzysztofik, wiceprezes PSL w Małopolsce


![Łukasz Krzysztofik: Referendum jako broń destrukcji. Kraków nie jest zabawką! [FELIETON]](https://kk24.info/wp-content/uploads/2026/01/424937211_25668884096044258_3385462287021132460_n-e1768415048338.jpg)
